Tag Archives: zdjęcia

Singapur – równikowe upały

Wyprawę do tego miasta/państwa odbyliśmy samolotem z Kota Kinabalu (2,5h lot) jak zwykle niezawodnymi liniami AirAsia, z nadzieją na lepszą pogodę i z goła odmienne atrakcje niż na Borneo.
Sinagapur to ekonomiczny przysłowiowy azjatycki tygrys, ale porównując go z innymi państwami regionu bardziej pasuje z pewnością określenie azjatycki Lew. Podobnie jak logo miasta (warszawski odpowiednik syrenki) Merlion, czyli ryba z głową lwa, oddaje w pełni ambicje i stan faktyczny, pozycji ekonomicznej w jakiej znajduj się obecnie to miasto.

Ale po kolei.

Po wylądowaniu na Changi Airport, oprócz równikowych (1°17’ wysokości geograficznej) upałów, witało nas przepiękne błyszczące od marmurów lotnisko (trzy terminale połączone siecią tramwajów na gumowych kołach).
Pociąg do miasta (MTR 2,8SGD + 1SGD depozyt za bilet) odjeżdża z terminala 3, którym do centrum dojedziecie w 30min (koszt Taxi ok. 25SGD).
Już sam widok lotniska ( mówi sporo o miejscu które odwiedzamy), nie jest może ono największe ale wspaniale harmonijne i dobrze rozplanowane a przy tym lśniąco czyste (nie muszę chyba dodawać, że klimatyzowane i tonące wręcz w zieleni), rozbudza apetyty na więcej, jakkolwiek to więcej miało by wyglądać.
Singapur to bardzo czyste i perfekcyjnie rozplanowane miasto. Każde rozwiązania architektoniczne i urbanizacyjne wydają się być zaplanowane nie tylko pod katem przydatności dla mieszkańców ale także estetyczności, innowacyjności i spektakularności. Trzeba przyznać, że wychodzi im to planowanie idealnie. Sami nie jesteśmy fanami miast ale Singapur podoba się nam szczególnie. Z jednej strony niemieckie umiłowanie czystości i planowania każdego detalu z drugiej różnorodność i wpływ wielu kultur na styl miasta tworzy mieszankę której ciężko się oprzeć i nie polubić.
Mimo całorocznych upałów (ponad 30°C) poruszanie się po mieście nie stwarza większych problemów (jak to było np. w Bangkoku), wszędzie można dojść nawet pieszo co ułatwiają liczne zatoczki, fontanny, klimatyzowane przejścia podziemne (stanowiące często istny labirynt oraz miasto kilku piętrowe pod ziemią samo w sobie).
Singapuru nie można porównać do żadnego z miast europejskich, swoją architekturą i rozwiązaniami przestrzennymi przypomina raczej największe miasta ameryki północnej, przy czym jest bardziej przystosowany dla ruchu pieszego i dba o komfort poruszania się w nim (np. wiatraki/lampy przy kładce dla pieszych zasilane bateriami słonecznymi).
Liczne sieci amerykańskich restauracji (zwłaszcza fast food-ów) podkreślają to podobieństwo a konkurencja między nimi podnosi „jakość” oferty. Jeśli chcecie się przekonać co mam na myśli odwiedźcie „WENDYS” odpowiednik MC tylko na innym poziomie z takimi samymi cenami.
Sam Singapur nie oferuje zbyt dużego wyboru pod względem kulinarnym ale perfekcyjnie łączy różne kuchnie i smaki całego świata. Nawet MC, KFC smakują tu lepiej i podawane są oczywiście w o wiele bogatszym standardzie. Przykład: Powitanie w jednym z fast food-ów przez hosta i życzenie miłego dnia na wyjściu po skorzystaniu jedynie z toalety. To spora różnica od tego do czego starają się nas przyzwyczaić choćby w Europie (patrz płatne toalety ;/).

Główne centrum Singapuru to Marina i otaczające je centrum biznesowe ale nie takie tam zwykłe… budynki są spektakularne, wszystko wygląda tu jak na desce kreślarskiej lub makiecie miasta idealnego. Być może ta idealność to również zasługa drakońskich kar za cokolwiek, co jest już raczej jedynie powodem do żartów a nie naprawdę egzekwowanym utrapieniem – z pewnością nie dla turystów, chociaż kto wie? W każdym bądź razie co mam na myśli pisząc „idealne” niech świadczy fakt, że ciężko będzie wam znaleźć gumę na ziemi zamienioną w czarna plamę (w każdym bądź razie kara za gumę ok. 200SGD)
Aha. Ciekawostka, sprzedaż gum w tym kraju jest zabroniona, właśnie ze względów estetycznych;>
I nikt nie marudzi, że narusza to jego wolność do „palenia” ups „żucia” – każdy się cieszy, że żyje w tak pięknym i czystym mieście. Bo tak jak bez papierosa tak bez gumy żyć można. Aha. Palenie też zabronione na dużo większą skale niż w Polsce, o szczegółach znajdziecie na Internecie.
Komunikacja miejska działa oczywiście równie idealnie, poruszanie się w mieście jest bardzo proste, warto zakupić kartę pre-paid i doładować ją np. 10SGD nam wystarczyło to na 3 dni jeżdżenia czy to busem czy metrem.
Oprócz Mariny miasto podzielone jest na okręgi w których dominują poszczególne narodowości i kultury z nimi związane i tak mamy: Chinatown, Arab quarter, India place gdzie w każdym z nich przepadniecie na pół dnia odkrywając lokalne specjały kulinarne i oddajać się zakupom.
Cały Singapur jest jednym wielkim szaleństwem zakupowym, zamożność jego mieszkańców powoduje, że ściągają tam bardzo licznie najdroższe marki świata i prawie każda zakupowa ulica wygląda jak Sloan Street w Londynie.
Kolejną atrakcją Singapuru jest Santosa Island. Jest to najdalej wysunięta na południe część miasta z której bardzo dobrze widać już Indonezję. Dostaniecie się na nią kolejką magnetyczną lub gondolową.
Santosa to jeden wielki park rozrywki z Universal Picture, różnymi parkami tematycznymi, akwarium w których spokojnie spędzicie cały dzień. Warto wykupić dniowy bilet na większość atrakcji, spora oszczędność, no tak tylko wtedy trzeba spędzić tam cały dzień.
Wyspa od płd. otoczona jest plażami, jednak nie zachęcają zbytnio do wylegiwania się na nich mimo, że bardzo czyste to tysiące statków i tankowców wokół niej działają podświadomie zniechęcająco.
W Singapurskim ZOO spotkaliśmy poznaną na Koh Tao parę Kanadyjczyków. Byli w swej podróży poślubnej a ich plan wycieczki pokrywał się z naszym w ok. 70% – więc aż dziwne że dopiero tu spotykamy ich ponownie.
Będąc na ostatnim etapie swojej podróży wybierali się właśnie do Japonii, z wiadomych przyczyn musieli zmienić plany i zamiast na północ udadzą się jedynie do Tokio. Dobrze, że my nie planujemy tamtych rejonów, pokusa odwiedzenia terenów po katastrofie była by u mnie ogromna i konflikt z Andreą gwarantowany. ;/
Podsumowując, Singapur to piękne miasto, które ciężko porównać do jakiegokolwiek innego miasta na ziemi. W Europie jeszcze długo nie będzie tak bogatych rozwiązań technologicznych.

Przez to, że bogate to i droższe, jedynie dzięki kuzynowi (Merci!!! Jeremy) naszej znajomej z Francji mieliśmy możliwość obejrzenia go z lokalnym przewodnikiem oraz relaksu w domowych warunkach z dala od przecenionych hoteli (od 150SGD za dwójkę).
W samym mieście życie droższe nieznacznie niż w całej Azji, jednak rynek mieszkań ograniczony terytorialnie a więc i ceny jak w Europie.
Piękne choć puste parki, przebogate sklepy, kilkupoziomowe plątaniny korytarzy pod ziemią, Marina i basen na dachu (200 metrów nad ziemią) trzech wierz, nie da się zapomnieć nigdy.
Jest to kolejne miasto w którym mogli byśmy zostać na dłużej, tylko słońce 365dni w roku też się pewnie kiedyś znudzi.

Ocena wspólna miasta w skali 1/10: 9*

Advertisements

3 Comments

Filed under Azja-Australia