Tag Archives: wyprawa

Kuala Lumpur

Malezyjska stolica już z samolotu wydaje się zielonym oceanem drzew palmowych.
Nie inaczej jest w centrum miasta budynki i całe dzielnice toną w zieleni. W ciągu ostatnich kilkudziesięciu lat, szybko rozwijające się miasto wydarło jakąś przestrzeń dżungli ale klimat jak i ogromna dbałość o środowisko naturalne sprawiają, że dżungla jak by łapie drugi oddech i zaczyna pochłaniać miasto, odzyskując co swoje.
Koniec, końców efekt jest wspaniały: ogromne, monumentalne budynki (z nutą islamskiego stylu architektury) otoczone piękna, soczystą zielenią oraz tysiącem fontann i kaskad wodnych, robią wrażenie i sprawiają że życie wielkomiejskie jest bardziej przyjazne dla człowieka.
Kuala Lumpur to bardzo szybko rozbudowujące się miasto, tempo jest tak wielkie, że jego mieszkańcy nie mają chyba zbytnio czasu na cieszenie się choćby tą zielenią w parkach. To tu w pięknym i ogromnym parku „Taman Tasik Perdana” nie spotkaliśmy w środku dnia nikogo oprócz kilkunastu pracowników porządkujących i dbających o zieleń.

W kolejnym parku „Bukit Nanas Forest Reserve” (tuż pod KL Tower) już tak bardzo nie dziwiła znikoma obecność ludzka, gdyż przy samym wejściu widoczne były tablice informujące o przynajmniej pięciu zagrożeniach, czy to ze strony fauny czy też flory występujących na jego terenie.
Najokazalszy jednak park znajduje się nie gdzie indziej jak tuż obok dumy całego miasta czyli Petronas Twin Towers, choć służby porządkowe tam dają się wyjątkowo we znaki (szczególnie takim zapaleńcom i poszukiwaczom innego punktu widzenia jak Ja) – mimo wszystko trzeba zaznaczyć park jest wręcz sterylnie idealny.
Przy okazji parku nie można zapomnieć o samych wieżach, wycieczka na poziom pomostu łączącego oba drapacze kosztuje 10RM, ilość wejść na dzień limitowana (jest opcja zakupu biletu na dzień kolejny). Naszym zdaniem: nie ma sensu stać w kolejce od wczesnego rana (jak radzą w przewodnikach). My będąc tam od ok. 7:30 zastaliśmy już i tak ogromną kolejkę a do godz. 9:00 nic się praktycznie nie zmieniło (czy to z przodu czy z tyłu). Ogólnie bardzo źle zorganizowane miejsce. Ok. godz. 10 przestano wpuszczać do kolejki nowe osoby (tłumacząc to wyczerpaniem limitu na dzień) ale ok. 12 gdy już kolejka prawie się kończyła (po uprzedniej rezygnacji kilkunastu osób) nowe osoby dołączały do kolejki wykupując czy to ostatnie bilety na dziś czy też bilety na dzień kolejny. Bądź tu mądry jak to wszystko działa. Bądźcie gotowi na stratę przynajmniej 3-4h w tejże kolejce oraz powrót w to samo miejsce późnym popołudniem na godzinę wskazaną na bilecie.
Bilet na ostatnie piętra widokowe ok. 40RM (tych biletów nigdy nie brakuje)
Sam pobyt na pomoście łączącym obie wierze oczywiście jak najbardziej wart zobaczenia ale z wiedzą i czasem spędzonym w kolejce w porównaniu do czasu spędzonego na pomoście (7 min z zegarkiem w ręku) był komicznym żartem ze strony organizatorów.
Może lepiej wybrać się na wyższa wieżę Menara KL, bez kolejki i z widokiem na Petronas Towers.

Garść faktów:
– Baza noclegowa, głównie w rejonie Chinatown i Pateling Rd. Porządny pokój dwójka od 100RM z TV, Klimą i WiFi. Polecamy „Chinatown Boutique” Hotel.
– Transport bardzo dobry, (sieć pociągów naziemnych oraz jedna linia kolejki magnetycznej najlepszym rozwiązaniem na poruszanie się po mieście) ceny przejazdów zależne od pokonywanych odległości (3-4 przystanki, ok. 1,4 RM). Autobusy z obsługującym je kierowcą oraz osobą odpowiedzialną za sprzedaż biletów 1RM, najtańszy środek transportu ale o wiele wolniejszy i mniej komfortowy z uwagi na panujące upały. Taxi do głównej stacji KL Sentral 15RM skąd pociągiem (32RM) lub autobusem (8RM) dostaniecie się w ok. 50min na lotnisko (taxi bezpośrednio na lotnisko 80RM). Autobusy znajdziecie na tyłach stacji kolejowej, odjeżdżają od bardzo wczesnych godzin ok. 3:00am do bardzo późna.
– Wyżywienie w mieście bardzo dobre i urozmaicone. Znajdziecie tu podobne stragany jak w Tajlandii (choć nie tak bogate i nie tak smaczne ;>) ale także normalne restauracje serwujące od zach., przez hinduską, tajską, chińską kuchnię po malezyjskie specjały. Polecane miejsce to klimatyzowane wnętrze Central Market, gdzie na drugim piętrze kilka restauracyjek serwuje spory wybór potraw, ceny od 5,5RM za talerz do 10 RM. Dla smakoszy: jeśli uda Wam się odnajdźcie na pierwszym piętrze cafeterię mniej więcej na środku marketu po lewej stronie od wejścia głównego i spróbujcie sernika cappuccino (razem z kawą koszt ok. 6,5RM) – przepraszam z góry mamę ale to najlepszy sernik na świecie, NIEBO W GĘBIE.
– Zakupy: tu oczywiście prym wiedzie Petelind Rd. (fot. po prawej) z tutejszymi „szczękami” kto by pomyślał, że tutejszy stadion Warszawski może być drugą po Petronas Towers atrakcją miasta przyciągającą setki tysięcy turystów. No cóż ktoś pomyślał, dlatego takie rzeczy to nie w Polsce. Znajdziecie tu hmmm….. „wszystko”. Drugim miejscem na zakupy jest Central Market (fot. po lewej), gdzie znajdziecie znowu…. ”wszystko” – tyle, że nie w formie podróbek światowych marek a raczej w formie pamiątek i artystycznych cepelii. Uliczki C.M. to najzwyczajniej połączenie Krupówek, Sukiennic, Sopockiego deptaka i Warszawskiej hali KDT (nie istniejącej już, apropo).














Oba te miejsca zabiorą was w małą podróż w czasie, dokładnie w początek lat 90 w PL, ogromny wybór produktów (raczej z rzadka tandetnych) za to po cenach jakie obowiązywały właśnie 20 lat temu, i przy ogromnej, bogatej ofercie lokalnego jedzenia serwowanego przez przedsiębiorczych mieszkańców (nie zawsze w sterylnych warunkach) za to naprawdę smacznego. Nie trzeba dodawać, że oba markety położone są w samym centrum miasta (jak zawsze w Azji, choć nie tylko Azji), można by powiedzieć w idealnych miejscach na wybudowanie, nie wiem „jakiegoś” muzeum. (PS. Kolejkę naziemną potrafili wybudować tuż między ścianą C.M. a rzeką bez zamykania lub likwidacji marketu)

Całe Kuala Lumpur (w jakimś sensie) przypomina mi bardzo ścieżkę rozwoju Warszawy, tylko nasz niespodziewany boom z lat 90-tych został (i nadal jest) przystopowany odpowiednimi podatkami, regulacjami, koncesjami i zakazami. Stąd w Polsce coraz więcej zagranicznych sieci handlowych i jadłodajni (o podejrzanej jakości ale super sterylnych) a ceny zamiast zachęcać odstraszają mieszkańców oraz turystów, nawet już tych ostatnich stricte „alkoholowych”.
Dlatego MY zakochaliśmy się w tym mieście, mimo tak wielkiej różnicy kulturowo obyczajowej, jest to definitywnie jedno z nielicznych miast w których chcieli byśmy może nie mieszkać ale zostać na dłużej na pewno, by cieszyć się choćby jego smakami, wolnością, klimatem i super przystępnymi cenami – nawet jak na polską kieszeń.

Nasza ocena miasta 9*

Advertisements

Leave a comment

Filed under Azja-Australia