Tag Archives: Tajlandia

TAJLANDIA – podsumowanie

Zanim podsumowanie pojawi się, prosili byśmy o Wasze pytania…(nawet te najdziwniejsza o ile związane z tematem jak w tytule), na które między innymi odpowiedzieć zamierzamy właśnie tu. Prosimy również o jakiekolwiek pytania związane z naszymi wcześniejszymi relacjami – póki pamięć świeża – postaramy się czy to odpowiedzieć na nie, czy też doposażyć naszego BLOGA w potrzebne Waszym zdaniem informacje.

Advertisements

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Koh Samui

Największa wyspa wschodniego wybrzeża Tajlandii z lotniskiem i co się z tym wiąże mnóstwem weekendowych turystów.
Główne miasta wyspy to Chewang, Lamai i Nathon.
Dwa pierwsze położone są po wschodniej stronie wyspy i oferują duże piaszczyste plaże z licznymi restauracjami, resortami i wieloma atrakcjami do późnej pory.
Jeśli jesteście rannymi ptaszkami to po tej stronie wyspy macie oczywiście szansę na wspaniałe wschody słońca.
Oferta turystyczna jak i gastronomiczna jest po tej stronie wyspy bogatsza (włączając anty ofertę MC czy KFC) – lub choćby szarańczę i inne przysmaki lokalne, jak na foto 😉












Nasza rada: Proponujemy rozważenie strony zachodniej i miejscowości Nathon, zwłaszcza jeśli planujecie wycieczkę do Marine National Park.
Pozwoli Wam to zaoszczędzić na czasie i wydatkach związanych z transportem do przystani (taxi bardzo drogie na wyspie 600THB z jednej strony wyspy na drugą)
Nathon to również oprócz lepszej bazy z logistycznego punktu widzenia, tańsze zakwaterowanie (już od 300THB/za pokój) oraz bardzo dobry market (na styl festynu) tuż przy porcie.
Wynajmując skuter (150THB/dobę) i tak zwiedzicie drugą stronę wyspy.

Wszystko zależy od tego czego szukacie na wyspie jeśli jedynie zabawy i alkoholowych szaleństw pewnie wschodnia strona będzie wam bardziej odpowiadała.
Zatrzymując się po wschodniej stronie wyspy jesteście całkowicie zdani na ceny z biur podróży czy to kupując wycieczkę do Parku czy też rezerwując łódź na inne wyspy lub stały ląd, gdzie transport do portu w Natron jest już wliczony w cenę.
Podejrzewam, że „weekendowi” (tydzień góra dwa tyg. wakacje) turyści wybiorą wschodnią stronę, zaś podróżnicy zwiedzający dłużej Tajlandie i planujący na własną rękę wybiorą Nathon na zachodniej stronie.
My zatrzymaliśmy się jednak (głównie z braku wiedzy o koszmarnie wysokich cenach transportu a także mając dosyć zupełnej ciszy i braku jakiejkolwiek akcji po 5 dniach na Koh Tao) w Chewang.
Porządne pokoje z internetem (rzadkość) i A/C da się znaleźć od 500THB/dobę na płd. krańcu miasteczka.

Skuterem zwiedzicie całą wyspę w dwa dni. Jako, że nie jesteśmy plażowymi typami oraz unikając słońca (po wypadku z czerwonymi plecami na KOH TAO) to plażę w Chewang znamy jedynie z nocnego rekonesansu, gdzie oprócz głośnej muzyki i naganiaczy do restauracji i barów rzuciły nam się w oczy spore fale w tej części wyspy (w Lamai podobne).

Główne atrakcje wyspy:
-Wat Khunaram i zmumifikowany mnich

-Safari Park

-Na Muang1, Na Muang2 waterfall

-Marine National Park, jednodniowe wycieczki od 8:30 do 17:00, do nabycia we wszystkich biurach podróży od 800THB po stronie Nathon lub 1300THB z wliczoną opcją kajaku (zupełnie nie opłacalna, spędzicie w nim raptem 20 min)
-Wyprawy na quadach w głąb wyspy górskimi ścieżkami

-Big Buddha

Polecamy Koh Samui plażowym leniuchą, osobą szukającym nocnych rozrywek czy też tajskich miłości oraz osobą chcącym odwiedzić Marine National Park.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

PADI (OW) Certificate, życie nurka czas zacząć – relacja z Koh Tao

Jak zwykle tylko zapowiedz artykułu by nie stracić kolei rzeczy.
Tak naprawde nie mam nawet czasu w tyłek się konkretnie podrapać, ogolić, czy choćby porządnie kartki pocztowe napisać, co dopiero pisać na bierząco BLOGA, o obróbce czy choćby przeglądaniu zdjęć nie wspominając – może jak jakieś deszczowe dni się pojawią, będzie na to czas… choć ani ich się nie spodziewam ani wyobrazić nie potrafię. 😉

UZUPEŁNIENIE

Trzecia co do wielkości wyspa zatoki Syjamskiej gotowa przyjąć turystów z jako taką infrastrukturą.
Wybraliśmy się na nią by ponurkować – ale aby było to możliwe, należy wyrobić certyfikat nurka a właśnie tu jest to, tanie i proste a warunki wydają się być wymarzone.
Wybierając się na płd. Tajlandii, mając zazwyczaj ograniczony czas, możecie mieć dylemat, którą z 3 głównych wysp zachodniej strony półwyspu wybrać.
Być może spotkaliście się już z opiniami i uwagami na temat tych wysp, typu:
Koh Tao – najładniejsza, najspokojniejsza, najfajniejsza.
Koh Pha Ngan – party wyspa, bardzo głośno, zabawa do rana, piękne miejsca.
Koh Samui – typowa komercja, tani turyści, brudno.
Poniekąd pokrywa się to i z naszymi doświadczeniami, jednak należało by uściślić kilka spraw.
Więc na początek (kolejne wyspy w następnych wpisach).
Koh Tao – to wyspa (jak dla Nas) jedynie na wyrobienie certyfikatów nurka i punkt wypadowy na mniej i bardziej interesujące miejsca do nurkowania. Wyspa nie jest ani najładniejsza (zależy do czego się porównuje ale z tych trzech, nic specjalnego). Jej plusem jest na pewno znikoma obecność turystów, oprócz miłośników świata podwodnego (których apropo jest setki), szkół PADI jest tu chyba więcej niż mieszkańców nie znaleźliśmy niczego co zwróciło by szczególnie naszą uwagę. Zła lub nawet brak infrastruktury drogowej skutecznie uniemożliwia poruszanie się po wyspie, nawet quad nie wszędzie was dowiezie.
Dwa małe miasteczka, Mae Haat i Sairee położone na zachodnim wybrzeżu to właściwie tyle z cywilizacji, inne miejsca nawet jak wzbudzą waszą ciekawość, okażą się kolejnym małym resortem przy plaży, wciśniętym w taki skrawek nabrzeża, że niekiedy tylko łódką można się tam dostać bo droga przez wyspę nie istnieje lub właśnie przestała istnieć po zeszłorocznych opadach deszczu. Pierwsze z miast Mae Haat, pięć ulic na krzyż nie stanowi zbytniej atrakcji (właściwie żadnej) dla kogoś kto już był na płd. Tajlandii, przy cenach ok. 50% wyższych i jakości poniżej przeciętnej. Najlepszy przykład nastawienia na turystę na wyspie zauważycie już po pięciu minutach poszukiwania jakiegokolwiek jedzenia, w ofercie znajdziecie głównie kuchnię francuską, włoską (pizza, burger, itp.) jest też oczywiście kuchnia tajska (przynajmniej naśladująca ją).
Mimo że jesteśmy wytrwali to 5-tego dnia nie daliśmy już rady i wyjątkowo przestawiliśmy się na pizze. Sami do końca nie możemy się nadziwić ale najgorsze tajskie i najgorsza pizza świata w jednym miejscu. Tak wiec Koh Tao polecamy jedynie zapalonym nurkom, wszystko jest zorganizowane perfekcyjnie, cały biznes kręci się tu wokół szkół, życie rozpoczyna się z porą pobudki studentów 6:00 i kończy z chwilą ich zupełnego wyczerpania fizycznego czyli tak ok. 19 :/ Koh Tao – nurkowa mekka Tajlandii.
Ceny certyfikatów wahają się w granicach (Open Water) 8000-9500THB i trwają od 3 do 4 dni.
Naszym zdaniem: planując na własną rękę, nawet jeśli uda się wam znaleźć transport na wyspę (łódź z Chumphom ok. 500TBH) w połączeniu z autobusem z Bangkoku (ok. 800-900TBH) bardzo wcześnie z rana to i tak nie zaczniecie kursu tego samego dnia. Gdyż kilkudniowe kursy zaczynają się ok. 9-10 rano, pierwsza łódź dowiezie was na wyspę ok. 10-11 – tak więc jest to najlepszy dzień na odwiedzenie obu miasteczek (my polecamy Sairee), znalezienie lokum na własną rękę, być może poszukanie odpowiedniej szkoły dla siebie i osobista akceptacja warunków mieszkalnych, które szkoła oferuje w cenie kursu.Szkoły oferują oczywiście najgorsze pokoje osobą które zarezerwowały miejsce płacąc z góry, będąc na miejscu macie możliwość wyboru i negocjacji ceny a być może klimat „produkcji” profesjonalnych nurków nie przypadnie wam w ogóle do gustu i zrezygnujecie zupełnie.
Pokoje można znaleźć już od 300TBH za dzień z klimatyzacją od 500TBH. Poruszanie się po wyspie jest dosyć drogie, taksówka 200TBH od osoby z płd. części wyspy do miasteczka na płn. (zaledwie 4km) więc skuter (150TBH/dobę) pozwoli wam oszczędzić trochę pieniędzy i czasu.

Podsumowując Koh Tao to wyspa przeznaczona głównie dla turystów stawiających pierwsze kroki, lub kontynuujących zaawansowane nurkowania. Dookoła niej znajduje się ok. 30 miejsc o różnych głębokościach i stopniu trudności nurkowania a wody sławne są z występujących tam rekinów, płaszczek i wszelkiego bogactwa życia oraz dosyć dobrej widoczności pod wodą do 20m.
Jeśli tego właśnie szukacie to Koh Tao jest odpowiednim miejscem dla Was.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Bangkok – PODSUMOWANIE

Stolica Tajlandii zaskoczyła nas swoją wielkością. Już po wylądowaniu, rzuca się w oczy wielki rozmach planowania lokalnych urbanistów, plątanina wielopoziomowych autostrad i kolei naziemnej.
Ogromny port lotniczy z jumbo jetami chyba większości dużych linii lotniczych świata w połączeniu z upałem panującym na zewnątrz maskowanym przez wydajnie pracujące klimatyzacje na każdym kroku daje jasno do zrozumienia, że stajemy u progu stricte turystycznego celu podróży.
Bangkok to ponad 10 mln aglomeracja, gdyby porównać ją do równie dużego Londynu wydawać by się mogło, że jest przynajmniej dwa razy większa.
Po krótkich poszukiwaniach lokalnego autobusu (kursującego do centrum) zostaliśmy „przekonani”(= okłamani) przez kierowcę shuttle busa w drodze do lokalnego autobusu, na zakup biletu na ekspres EB1 (150THB/single) w którym czas podróży z lotniska do „jednego z centrów” miasta (dokładniej Kho San Rd.) mimo, że wypasioną autostradą zajął nam ponad 2h (lotnisko oddalone jest ok. 30km od miasta).

Jak się miało okazać później tego rodzaju „przekonywanie” będzie nam już towarzyszyć na każdym kroku w stolicy Tajlandii a nawet intensyfikować się im dalej na płd. kraju.

Bangkok to ogromne miasto, ma przynajmniej dwa główne centra.
Pierwsze historyczne skupione wokół The Grand Palace, tuż po wschodniej stronie rzeki Chao Phraya, obejmuję większość historycznych atrakcji miasta.
Drugie usługowo-handlowe z wysokimi drapaczami chmur, centrami handlowymi, hotelami o wyższym standardzie i co ważne z szybką kolejką naziemną.

Jak duży jest Bangkok (a także jak zakorkowany) najlepiej oddaje czas pokonywanych odcinków w mieście.
Centrum historyczne od świątyni Wat Arun na płd. do Khosan Rd. na płn. to mniej więcej 40 min spacer, który w tutejszych warunkach atmosferycznych zamieni się w ponad godzinny lub wręcz niemożliwy do odbycia.
Tak więc, nasza rada: i tak nie dacie rady spacerować przy temp. przekraczającej 30stopni, wybierzcie jak najszybciej swój ulubiony, najdogodniejszy środek transportu:
– TUK TUK (forma taksówki motorowerowej) – jak dla nas to niekoniecznie dobry pomysł, ceny z kosmosu, spaliny wdychane w korkach, cena za w. w. dystans nie powinna przekraczać 50THB
– Prom od Rama VIII Bridge do Wat Arun (z przesiadką) nie więcej niż 25THB (najszybszy czas podróży)
– Taxi, najbardziej komfortowa forma podróży, według licznika dystans ten kosztuje 50THB, umówiona cena z góry którą najczęściej proponują kierowcy skłonni przyjąć zlecenie to 100THB.
I tu nasza rada: Jak łapać taxi? Starajcie się nie negocjować ceny przez przednie okno tylko od razu otwierać tylne drzwi taksówki nawiązawszy kontakt wzrokowy z kierowca i podając adres uśmiechając się zaczynajcie powoli wsiadać do środka, jest im w tym momencie trudniej odmówić czy też oferować wam cenę z kosmosu licząc, że zrobią to gdy już się zadomowicie w środku.
W środku jednak domagajcie się uruchomienia licznika i jazda, nigdy nie zdarzyło się byśmy musieli opuścić auto na tym etapie, negocjując zaś przez okno większość taksówek odjeżdża powoli w sunącym jak ślimak korku.
Negocjowane ceny są średnio wyższe ok. 70% ceny licznikowej. Więc jak tam chcecie. Aha są też przepisy odnośnie taryfy obowiązującej w taksówkach do wglądu w tych bardziej uczciwych.
-szybka kolej naziemna, (jej plątanina między dużymi wieżowcami robi ciekawe wrażenie) bilety do nabycia w automatach na każdej stacji cena zależna od pokonywanego dystansu (3 stacje ok. 20THB)
-Inne środki komunikacji publicznej bez znajomości tajskiego są wam jak i nam zupełnie niedostępne.

Wracając do opisu wielkości miasta, drugie centrum „biznesowo-usługowe” przynajmniej tak samo duże jak to historyczne z najwyższą budowlą Baiyoke Tower II (84 piętra) i kilku poziomową kolejką naziemną w połączeniu z okolicznymi biednymi domami, marketami ulicznymi robi co najmniej dziwne wrażenie nieładu, ale też napawa zadumą jak takie bogactwo może wyrastać wprost z biedoty i normalnego życia lokalsów? Mając na uwadze nie tak dawne wspomnienie braku takiej możliwości koegzystencji dla hali targowej w centrum Warszawy (która w porównaniu z tutejszymi marketami to prawdziwa galeria handlowa), cóż pewnie dlatego Tajowie tak kochają swego króla, on im podobnych numerów nie wycina na siłę.
Wysokie na 60 pięter i więcej budynki, wyrastają można powiedzieć ponad skromne, biedne, żyjące własnym rytmem uliczki, odwiedzane przez rzesze turystów.
Podróż pomiędzy tylko tymi dwoma centrami miasta zajmuje ok. 30min taksówką (koszt od 100THB).
Czemu piszę „tylko tymi dwoma centrami”?– odpowiedź na to pytanie znajdziecie wybierając się na najwyższy budynek miasta z tarasem widokowym (250THB z wliczonym drinkiem w barze na górze) takich centrów z wysoką zabudową ponad 40 piętrową da się z góry zauważyć przynajmniej kilka i aby je wszystkie odwiedzić będziecie potrzebować znacznie więcej czasu niż my spędziliśmy tutaj.

Nasze w sumie 5 dni pozwoliły nam na odwiedzenie głównych atrakcji historycznego centrum miasta, do których zaliczamy:
-Wat Arun (wstęp 30THB)

-Wat Pho (wstęp 50THB)

-Wat Phra Kaed i Grand Palace (wstęp 350THB)

-Golden Mountain (darmowa)

-National Museum Bangkok
– oraz niezliczone markety, najlepsze te wieczorne na których można znaleźć najróżniejsze rzeczy, sami odkryjcie co tam mają.

oraz dwu krotne odwiedzenie części biznesowo usługowej w której oprócz wysokich drapaczy chmur znajdziecie:
-MBK, SIAM shopping centers
-Sukhumvit Rd.
-Lumphini Park
-PatPong night market, ze słynnymi barami rozrywki i striptizem nie tylko dla panów 😉
-Centrum handlowe Pantip – 5 piętrowa giełda elektroniki, ceny podstawowych produktów (jak karty pamięci, pokrowce, statywy, starsze kompaktowe modele) tańsze niż w HK

„Przekonywanie” (prosto z mostu OKŁAMYWANIE, ale w uroczy i inteligentny sposób na dodatek zawsze z uśmiechem) każdy z was spotka się z tą atrakcją Bangkoku a polega ono na wypatrzeniu zdezorientowanego turysty i wskazaniu mu drogi/udzieleniu pomocy. Jeśli to możliwe starajcie się więc nie wyglądać na zdezorientowanych, nie czytajcie mapy zbyt długo stojąc w miejscu 😉 – proste.
Każdy (ok. nie każdy jedynie 90% lokalsów) zastosuje na Was tego typu proceder… nawet nie starajcie się zrozumieć jaki on ma w tym niby sens przecież brzmi tak przekonywująco i jest taki miły… zapamiętajcie tylko to że 90% z nich będzie was oszukiwać i prędzej czy później do czegoś namawiać, tylko jeszcze nie wiecie do czego.
Wstyd się przyznać, że i my daliśmy się na to nabrać pierwszego dnia pobytu.
Przykład: idąc w stronę Grand Palace zaczepia Was miejscowy pokazuję nawet legitymacje że niby pracownik Palacu, zaczyna Wam tłumaczyć, że dziś Pałac będzie zamknięty już za godzinę bo jakieś święto lub że w tych spodniach czy butach nie wejdziecie, tylko niby po co zapytacie?
Ano po to, że już za chwilę zjawia się przy was tani jak barszcz TUK TUK gotowy wieść Was do kolejnej atrakcji na drugą stronę miasta wskazaną jako najlepsza tego dnia do zobaczenia… tylko dalej po co niby to wszystko, ano po to, że po drodze Tuk Tuk będzie chciał odwiedzić kilka miejsc w których liczy, że coś obejrzycie lub zakupicie, jak nie pamiątkarskie badziewia to garnitur na miarę lub choćby biuro turystyczne a w nim wycieczkę gdziekolwiek po Tajlandii skąd wasz driver spodziewa się komisji, a tak naprawdę marnuje tylko Wasz czas i nerwy.
Jak bezczelny jest to proceder niech świadczy przykład z kolejnego dnia, gdzie będąc 50m od wejścia do Pałacu, kolejny lokals pokazując znowu plakietkę (nie tylko taką można kupić na Khosan Rd ale również dyplom każdej uczelni świata czy prawo jazdy z dowolnie wybranego kraju) udając pracownika Pałacu starał się nas przekonać, że w naszym obuwiu nie wejdziemy choć widać było, że w nie takich flip flopach ludzie wchodzą czy wychodzą. 😉



Ceny w Bangkoku.

Złota zasada, każda cena na ulicy jest negocjowana, oprócz cen przyrządzanego jedzenia. Zwłaszcza gdy nie ma wywieszonej ceny na produkcie, ceny wymyślane są pod turystę. Rzeczywistą wartość najlepiej opisze przykład z życia:
-Po ile te okulary?
700THB
-Ok. nie dziekuje…
Ok. special price for you 600THB… albo How much U give me?
-Nie dzieki za drogie
How much U give me?
(i tu zaczynacie zakupy)
-hmmmm 100THB

Ohhh no to Litte give me more… 400THB
-nie ma mowy maksymalnie 150THB
No no Can’t
(podejrzewam, że zorientowaliście się już trochę w cenach u innych i wiecie za ile chcecie mniej wiecej kupić, więc odchodzicie)
Hello, hello my friend albo MISTER ok. 200THB
No I macie okulary ponad 3 razy tańsze.
Nie stosując się do tej zasady psujecie nie tylko lokalny rynek ale i nadwyrężacie własną kieszeń i nie ma to nic wspólnego z chciwością czy skąpstwem.
Jeśli kupujecie za więcej niż 50% ceny wyjściowej to cóż tu pisać dajecie się orżnąć – nieładnie powiem.
Wyjątek Khosan Rd – tu ceny są najniższe i dużego przedziału negocjacji nie ma.

Jedzenie:

To być może drażliwy temat dla wielu żołądków.
Są cztery główne sposoby żywienia tak więc głodu nikt cierpiał nie będzie:
– zachodnia papka (MC, KFC itp. Opisywać nie trzeba, wszędzie smakuje tak samo od 100 do 200THB za zestaw)
– zachodnia kuchnia – nie przyjechaliśmy do Tajlandii by kosztować francuskich czy włoskich potraw tak więc za wiele nie powiemy
– Tajska kuchnia w restauracjach – ceny od 60THB raz lepiej raz gorzej
– Tajskie jadło na straganach – od 30THB za talerz ryżu z „czymś” lub Pad Thai. Jeśli wybierzecie tą opcję, bądźcie pewni że lubicie tajskie dania, znacie mniej więcej kilka z nich, lubicie w miarę ostre jedzenie lub umiecie rozpoznać poziom przypraw w poszczególnych daniach – inaczej szybko zniechęcicie się do naszym zdaniem, najlepszej formy żywienia w Tajlandii.
Kulinarne podpowiedzi warte spróbowania i niegroźne:
-Pad Thai (orginalnie kluski ryżowe z warzywami, tofu i sadzonym jajkiem dla turystów podawane również z mięsem)
-Green Curry (słodko ostra gęsta zupa podawana z ryżem)
-Red, Yellow, Panang Curry – od najmniej do najbardziej ostrego
-Prawn Crackers z sosem słodko-ostrym chilly
SMACZNEGO

Zakwaterowanie:

Dobrą bazą wypadową do zwiedzania głównych atrakcji miasta są okolice Kho San Rd. (wyłączając samą ulice KhoSan zbyt głośna).
Polecamy szczególnie okolice na lewo od Sam Sen Rd. rzut kamieniem do KhoSan Rd w pobliżu rzeki. Pen Park Hotel z widokiem na Rama VIII Bridge – pokoje w świeżo modernizowanym hotelu o bardzo dobrym standardzie od 400-950THB.
W tej okolicy jest mnóstwo ofert lepszych i gorszych gdzie z pewnością znajdziecie pokój z Internetem, A/C a nawet TV od 500THB.
Jeśli jesteście jednak wymagającymi turystami i cenicie sobie czas spędzony w pokoju hotelowym o wyższym standardzie, wybierzecie być może centrum usługowe miasta z tamtejszymi hotelami, odpowiednio droższymi.


Podsumowując, miejcie na uwadze klimat w mieście, wszędobylski gwar, tłok i miejski smog w połączeniu z panującymi upałami potrafi wydłużyć każdy wydawać by się mogło krótki odcinek w drogę nie do przebycia. Tak więc nastawcie się i znajdźcie jak najszybciej swój najdogodniejszy środek transportu.
Wybierzcie się koniecznie na wieczorne zwiedzanie miasta, odkrywanie niezliczonych marketów i negocjacje cenowe.
Spróbujcie znaleźć swój ulubiony smak kuchni tajskiej, usiądźcie przy jednym z barów zatłoczonej KhoSan Rd. obserwując przedziwną mieszaninę turystów z całego świata, od hipisów po starszych biznesmenów ze swoimi dopiero co poznanymi urlopowymi tajskimi miłościami.
Miasto ma tak wiele do zaoferowania, że każdy znajdzie tu coś dla siebie. Jeśli jego hałas, tempo i gwar stresuje Was zanadto, schowajcie się w jednym z salonów masażu by zrelaksować przynajmniej swe mięśnie (od 200THB/h).

Nasza ocena ogólna miasta w skali 1-10 to 7* – mimo wszystko gorąco polecamy Bangkok jest na pewno wart zobaczenia ale nie do życia na dłuższa metę dla europejczyka.

ZA
– przebogato zdobione, śliczne świątynie
– kompleks pałacowy
– rzeka
– zakupy na marketach
– jedzenie
– Kho San Rd.
– czysto jak na taki galimatias i natężenie ludzi

PRZECIW
– korki i ruch uliczny
– „przekonywanie”
– odległości pomiędzy atrakcjami nie do pokonania pieszo

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Ayutthaya

W ramach nadrabiania zaległości zamieszczamy opis wypadu do Ayuthhaya, odbyty 11.02 w drodze do Chiag Mai.

Była stolica Syjamu, Ayutthaya to miasto położone ok. 75 km od Bangkoku.
Wybraliśmy się tam pociągiem 2 klasy, bilet zakupiony na stacji kolejowej kosztował ok 500BH i zawierał w cenie lunch (bardzo smaczny kurczak w warzywach z ryżem). Numerowane skórzane siedzenia w pociągu pozwoliły obsłudze jak mniemam nie tylko na sprawne serwowanie posiłków (była też opcja bez jedzenia o której nie wiedzieliśmy) ale również na umycie naszego okna od zewnatrz.
Serwis na tajskiej kolei jest naprawdę zadziwiający. Obsługa dwa razy zamiatała przedział a także myła podłogę w trakcje naszej 1,5h podróży, mimo że była czysta jak na moje oko. Tak więc w pociągu BARDZO czysto i komfortowo.


Ayutthaya w tej chwili to małe miasteczko. Jego najstarsza część uformowana jest pomiędzy licznymi rozlewiskami rzek Chaophraya i Pasak oraz licznymi kanałami, stanowi od 1991 roku obszar wpisany na listę dziedzictwa kulturowego UNESCO i obejmuje prawie wszystkie atrakcje. Lata świetności miasta przypadały na 14-15 wiek, tak więc teraz po kilkunastu wojnach i najazdach można sobie wyobrazić, poza ruinami świętyń i pałaców nie ma w nim za wiele atrakcji. Porównał bym to miasto do naszego Gniezna.

Główne atrakcje miasta to:
– Grand Palace,
-Wanglang or the rear Palace,
-Wat Phra Si Sanphet,

-Wat Phra Ram,
-Wat Maha That (to tu znajdziecie słynną głowę wplecioną w korzenie drzewa),

-Wat Phra Mongkhon Bohit,

-Wat Phutthaisawan,
-Wat Chaiwatthanaram, największy najstarszy kompleks świątynny

Nasza rada: dobrym pomysłem na zwiedzanie miasta jest wypożyczenie roweru (50BH/doba). Podróż rowerem z jednej strony miasta na drugą trwa ok. 30min.
Centrum bakpakerskie to ulica Soi 2, Th Naresuan. na której znajdziecie kilka hoteli (ceny od 200 do 550BH za dwójkę), wypożyczalnie rowerów, biura organizujące wycieczki, czy też restauracje i bary z muzyką live.

Proponowane przez jak się wydaje większość hoteli popołudniowe wycieczki łodzią (200BH/osoba) dookoła miasta z trzema postojami pół godzinnymi na zwiedzanie świątyń nie są zbyt interesującym wyborem dla osób zainteresowanych historią zwiedzanego miejsca czy też dla amatorów fotografii, gdyż pół godziny to najczęściej 20 min a i pół godziny okazuje się niewystarczającym czasem.
Tak więc według nas lepiej od razu nastawić się na zwiedzanie na własną rękę. Wstęp do niektórych świątyń jest darmowy, w kilku miejscach opłata rzędu 20BH.

Nam Ayutthaya podoba się bardzo, spędzona tam jedynie jedna noc (dwa pełne dni), pozwoliły nam zobaczyć większość atrakcji a także cieszyć się większym spokojem niż w Bangkoku oraz bardziej tradycyjnym jedzeniem, bez wyraźnej specjalnej ceny i “jakości” dla turystów (których tu jest jeszcze ciągle niewielu).




Proponujemy odwiedzić lokalne targowiska i spróbować 3 różnych rodzajów frytek w połączeniu z zapiekanymi krewetkami oraz na wieczornym targu Roti kluai khai, palce lizać.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia