Tag Archives: przejście graniczne

No to do Malezji

Wyprawę do Malezji rozpoczynamy z Ao Nang.
Pobudka 5:30, Mini Van (500THB) od 6:00 zaczyna odbierać poza nami jeszcze 10 innych osób i wyrusza w kierunku płd. granicy (dokładnie do miasta HAT YAI).
Nasz cel podróży to Perhentian Islands we wsch-płn Malezji na morzu chińskim.
Jako, że jestem z natury przekornym i ciekawskim typem (lubiącym doświadczać czasami nowych, a nawet zakazanych rzeczy) wybieramy przejście graniczne Sungai Kolok we wschodniej części płd. granicy Tajlandii (odradzane przez przewodniki, ze względu na napiętą sytuację graniczną w tym rejonie)
(Mama jak czyta to niech się nie martwi, wszystko pod kontrolą – na polskiej dyskotece w Londynie bywa równie a nawet bardziej niebezpiecznie)
Oprócz częstych kontroli wojskowych na rogatkach drogowych do granicy z niczym innym przypominającym sytuację kryzysową się nie spotkaliśmy.
Po 10 godzinach jazdy, z mnóstwem przystanków na: dostarczenie niezliczonej ilości paczek, przerwie obiadowej, przerwie na siku, przesiadce do innego busa, dowiezieniu wszystkich lokalnych pasażerów pod wskazany adres – docieramy do granicy jako jedyne blade twarze w okolicy (furory jednak nie robimy).

Przejście, typowo lokalne (infrastruktura jak zwykle porządna), ciężarówki z bydłem, mniejsze i większe samochody, pachnie wsią – odnajdujemy nasze okienko i ze smutkiem żegnamy się z Tajlandią.
By po przejściu małej rzeczki powitał nas duży napis WELCOME TO MALAYSIA.
Rach, ciach uzupeł9nienie już dobrze nam znanego blankietu wjazdowego na kontroli paszportowej, bez żadnej kolejki, bez zbędnych pytań i jesteśmy w 10 min nie tylko w nowym kraju ale także nowej strefie czasowej, tak więc zegarki o godzinę do przodu.

My ze swojej strony polecamy to przejście graniczne, jeśli udajecie się w te strony Malezji.


Łapiemy taksówkę (cena maks. 70RM do podziału między maksymalnie 4 osoby, mieszczące się w środku) i udajemy się do miasteczka (bardziej przystani rybackiej) z którego odpływają łodzie na wybrane przez nas wyspy.
Jako, że jest już 18, nie damy rady dotrzeć tam tego samego dnia (ostania łódź odpływa o 17) tym bardziej dziwimy się czemu nasz kierowca się tak spieszy.
Malezja powitała nas:
– normalnym europejskim alfabetem (w odróżnieniu od Tajlandii, to spore udogodnienie przy czytaniu map czy szukaniu czegokolwiek w mieście)
– taksówkarzem RAJDOWCEM,
– samochodami o wiele starszymi i gorszej jakości niż u płn. sąsiada.
Może to jakaś zasada, że im gorszy samochód tym bardziej chce się udowodnić sobie i innym, że jeszcze niezła z niego maszyna, a może nasz kierowca naprawdę był w przeszłości kierowca rajdowym, gdyż nie tylko rzadko prędkościomierz wskazywał mniej niż 100km/h (drogi w gorszym stanie niż w Tajlandii, powiedział bym standard polski) to jeszcze:
– siedział na wpół po turecku (niby po co mu druga noga na pedałach jak używał jedynie gazu)
– rozmawiał non stop przez telefon (NOKIA 6021) używając go jak CB radia – spryciarze
Ile razy złamał przepisy ruchu drogowego przestałem liczyć po 10 min (chyba, że wyprzedzanie na 3 a nawet 4-tego, wyprzedzanie na zakręcie, na podwójnej ciągłej, z lewej z prawej itd., itp. to standard i jazda przepisowa w Malezji)
Gdybym to ja prowadził, Andrea wysiadła by już po 5 min a tak z braku jakiejkolwiek komunikacji z naszym RAJDOWCEM w żadnym z 4 języków znanych przez nas, najzwyczajniej w świecie wzięła i poszła SPAĆ.
Ja tymczasem zasnąć nie mogłem i kruszyłem powoli starą tapicerkę trzymając się mocno drzwi na każdym z zakrętów.

Taka to była niedziela, „los” był po naszej stronie, żaden samochód nie wyjechał zza zakrętu o nieodpowiedniej porze i dojechaliśmy do Kota Besut o 19:15.
W pierwszym lepszym (tzn. gorszym) hotelu zatrzymaliśmy się na nocleg (40RM za pokój), kupiliśmy bilety na łódź na 8 rano na dzień następny (70RM open return) i skorzystaliśmy z Internetu (za darmo). Nie mogąc doczekać się poznawania i odpoczynku na naszych wysepkach, poszliśmy spać jak zwykle późno i jak zwykle wymęczeni.

Advertisements

Leave a comment

Filed under Azja-Australia