Tag Archives: Kiva

Siem Reap – Angkor Wat

5:00am

Wyprawę do Kambodży okupiliśmy już na początku pozostawionym na bramce skanera śpiworem i poduszką Andrei, co zauważyliśmy dopiero podczas wchodzenia do samolotu. Jak zwykle niedospane noce i bardzo wczesna pora dają się we znaki.
Licząc na ich odzyskanie za 5 dni w drodze powrotnej do Malezji, wsiadamy i łapiemy jeszcze kilka minut snu zanim na dobre dobudzimy się już w zupełnie innym kraju.
Kolejne koszty to wiza na lotnisku w Siem Reap 20$, na wyrobienie której potrzebowaliśmy jednego zdjęcia i 10 min w kolejce (bez foto też da radę). Tak więc dobrze zrobiliśmy darując sobie aplikowanie o nią przez Internet i płacenie 25$.
Ostatni ukryty koszt, pojawia się na sam koniec wizyty po procesie rejestracji bagażu na lotnisku zostaniecie poproszeni o „service charge” cokolwiek to znaczy, kosztuje 25$. Opłata ta psuje bardzo dobre wrażenie z pobytu w Siem Reap i naszym zdaniem: powinna być pobierana po prostu wraz z opłatą wizową. Więc lepiej być na nią przygotowanym, nas musze przyznać (co nie zdarza mi się często) zupełnie zaskoczyła nawet nie sama w sobie co jej wysokość. W przypadku wizy 20$ widać, że ogonek ludzi podbijających pieczątki musi na czymś zarabiać w tym wypadku po prostu jedna osoba w mało rzucającym się w oczy okienku po prostu pobiera haracz.

Tyle słowem wstępu do tematu i samej Kambodży.

Czym jest Angkor Wat podróżnikom wyjaśniać nie trzeba. Masa pobudzających wyobraźnię książek i publikacji ukazujących się od XIX w. (również po polsku i w polskim wydaniu) ukształtowała dziesiątki jeśli nie tysiące wyobrażeń i pragnień przeżycia niezapomnianej przygody, połączonej z chęcią odkrywania, nieznanych lub zapomnianych miejsc na ziemi.
Tak jak jedna Pani w filmie Tom Rider, kręcony między innymi tu.
Tymczasem w XXI w. fala najzwyklejszych weekendowych (głównie azjatyckich) turystów zalewa Siem Reap, bardzo skutecznie psując urok tego miejsca, podpowiemy jednak kiedy i gdzie odnaleźć go najłatwiej.

Jaki zalew turystów mam na myśli, niech najlepszym przykładem będzie polecany przez przewodniki wschód słońca nad głównym kompleksem świątyń. Wychodząc z hotelu ok. 5:00 rano zastanawiałem się czy aby nie przesadzamy z tym niedosypianiem, komu by się chciało o takiej porze wstawać i gnać ok. 8 km za miasto. Jednak po przybyciu na miejsce, sami nie mogliśmy się nadziwić ilu turystów potrafiło wstać równie wcześnie by obserwować to zjawisko przed 6:00. Nawet wtedy gdy żadnego spektakularnego wschodu słońca nie było gdyż było pochmurno. My wybraliśmy się tam z oczywistych fotograficznych pobudek ale tylko dlatego, że był to nasz już ostatni 3 dzień zwiedzania i nawet nie licząc na wiele mieliśmy nadzieję pobyć tam troszkę sami lub przynajmniej bez codziennego zgiełku. Tymczasem morze pędzących i mijających nas busów, autobusów i tuk-tuków już w drodze do kompleksu dało nam do myślenia a zastany widok na miejscu rozbawił nas i sprowokował do zmiany fotograficznego tematu na tychże turystów.

Tak więc nie słuchajcie przewodników lub wujków dobra rada coś takiego jak wspaniały wchód słońca nad główną świątynia Angkor Wat już nie istnieje. Spróbujcie może bardziej odległych i mniejszych świątyń –przepraszam za porównanie ale nawet szczere pole z horyzontem będzie milszym miejscem do oglądania wschodu słońca.

Główne świątynie kompleksu:
– Angkor Wat,









– Bajon,









– Preah Khan,













– Ta-Prohm,










– Baphuon,
– Phnom Bakheng,

Zachód słońca równie tłoczny, „podobno” najlepiej obserwować z położonej na wzniesieniu, górującej nad dżunglą Phnom Bakheng.
Cały kompleks świątyń robi ogromne wrażenie gdy uświadomimy sobie, że są to tylko pozostałości po wielkim mieście go otaczającym.
Wybudowanym bagatela w czasach gdy europejczycy biegali po lasach z toporami i dzidami stawiając osady lub co najwyżej grody na drewnianych palach.
Świątynie są tak ogromne, monumentalne i bogato zdobione, że nawet po tylu latach rabunków i zaniedbania, można zauważyć ich bogactwo. Porastająca i niszcząca je powoli dżungla niby swymi dłońmi (konarami i korzeniami) pochłaniała przez stulecia to niespotykane osiągnięcie ludzkości, dodając świątyniom w tej chwili majestatu.

Garść faktów:
– Zwiedzanie świątyń (1 dzień – 20$, 3 dni – 40$)
-Wypożyczenie roweru na dzień (najlepsza forma zwiedzania świątyń dla aktywnych osób) od 1,5$ do 3$,
-Tuk-Tuk na wschód słońca i kilka świątyń dookoła Bajon, 11$ – od 5:30 do 14:00
-Tuk-Tuk nad jezioro Tonle Sap, 5$
-Tuk-Tuk na lotnisko, 5$

– Wyżywienie
Bardzo urozmaicone i w bardzo przystępnej cenie. Najlepsze lokalne restauracje znajdują się w okolicy głównego targu miasta. Tamtejsze ceny od 1,5$ za zupę z mięsem i kluskami ryżowymi, przez 2-3$ za ryż z czymś do 5$ za rybę z grilla i frytki/ryż. W całym Siem Reap posiłki od kuchni chińskiej przez Tajską, Malezyjską do Khmerskiej. Miejcie na uwadze, że prawie wszędzie posiłek za 3$ najczęściej jest tak duży, że ciężko będzie zmieścić cokolwiek więcej.
Piwo w barze z kija od najtańszego (i smacznego) ANCHOR 0,5$ + popcorn do drinków od 1$ (ze śladową ilością alkoholu) do 2,5$ sprawiają, że miasto naprawdę ożywa dopiero wieczorami.
– Baza noclegowa bardzo dobrze rozbudowana i w dobrym standardzie. Pokoje dwuosobowe z TV, WiFi i klimatyzacją od 7$/pokój.
– Zakupy, najtańsze jak dotąd, jednak jakość i wybór oferowanych produktów nie należy do najlepszych (dyplomatycznie mówiąc). Jeśli nastawiacie się na tańsze ubrania znanych firm to najlepszym wyborem jest Wietnam, Tajlandia, Malezja… w tej kolejności. Zegarki, portfele i wyroby skórzane na pewno Kuala Lumpur (największy wybór ale ceny nieco wyższe niż w Tajlandii). Kambodża to dobre miejsce na zakup książek, przewodników i chust (pashin)
– Masaż od 5$ za godzinę (full body)
Dziwi być może moje operowanie dolarowymi cenami a to z tego względu, że to właśnie waluta którą będziecie się prawie wyłącznie posługiwać w Siem Reap. Przelicznik powszechnie stosowany na miejscu to 1$=4000KHR. Nawet ceny w supermarketach podane są w dolarach, tak więc zaopatrzcie się w nie zawczasu.

Podsmowując, Siem Reap jest typowym postkolonialnym leniwym miasteczkiem z ciągle widocznym francuskim smaczkiem, czy to odzwierciedlającym się w serwowanych posiłkach (dużo pieczywa) czy też architekturze. Główna atrakcja zaś świątynie, to już zupełnie coś innego nie spotykanego praktycznie na taką skale nigdzie na świecie a także miejsce jakże klimatyczne i różne od całej Azji.
Oprócz świątyń i ich uroków – bieda i ubóstwo okolicznych mieszkańców na pewno da się zauważyć w Siem Reap najbardziej. Co się z tym wiąże, trzeba być gotowym na mnóstwo uroczych roześmianych dzieci starających się sprzedać turystą cokolwiek i nie jest łatwo im odmówić, mimo swej biedy i niełatwego losu już od wczesnego dzieciństwa – potrafią być ciągle tak zabawne i zadziorne (recytując np. liczby w jakimkolwiek języku świata, wymieniając stolice krajów europejskich, itp.) grzecznie prosząc o zakup kolejnych kartek pocztowych czy innych pamiątek, serce samo ściska się do rozmiarów ziarnka kukurydzy i boli. Bo wybór jest ciężki: dasz jednemu zaraz zjawi się na jego miejsce kolejnych 10-cioro, jak z gołębiami rzucisz jedno ziarnko możesz się nie opędzić od reszty.
Wszystkim nie będziecie w stanie pomóc a z ich natręctwem skutecznie radzi sobie kamera i próby ich fotografowania – wtedy tracą zapał i odchodzą czym prędzej.
Kolejnym punktem programu, naszym zdaniem obowiązkowym ale nie koniecznie stricte atrakcyjnym turystycznie są odwiedziny w jednym z dziesiątków sierocińców jakie ulokowane są na obrzeżach miasta. Po niezliczonych konfliktach jakie przeszły przez ten kraj od drugiej wojny światowej, bezdusznych rządach komunistów i czerwonych Khmerów Pol Pota do 1997roku – w kraju, który do tej pory uważa się jako najbardziej zaminowany obszar kuli ziemskiej, gdzie co miesiąc ginie od min statystycznie najwięcej mieszkańców, jest mnóstwo osieroconych lub porzuconych dzieci.
Możesz pomóc im i Ty – koniecznie odwiedź jedno z takich miejsc. Warto mieć ze sobą jakiekolwiek nawet mało wartościowe- a Wam być może niepotrzebne przedmioty, dla tych dzieciaków będą to najprawdopodobniej najfajniejsze zabawki, czy też słodycze jakiekolwiek dostali.
Nie musicie oczywiście im niczego dawać, wystarczy Twoja obecność i zabawa z nimi, lub wspomożenie organizacji jakąkolwiek sumą, która zapewni tym prześmiesznym dzieciakom namiastkę normalności.
Oto jedna z takich „instytucji” OCODO(raczej prywatny biedny dom, ledwo pokryty dachem) odwiedzony przez nas osobiście.
Dołącz do grona wspomagaczy, pomóż dzieciom i Ty.
Inną formą pomocy ludziom z różnych zakątków świata jest organizacja KIVA
– sprawdzona osobiście – działa na zasadzie bezprocentowej pożyczki dla najbardziej potrzebujących. Pomysł z drugiej strony świata za który między innymi jej pomysłodawca i organizator pierwszych takich projektów (Grameen Bank’s- Muhammad Yunus) dostał nagrodę Nobla. Na pewno macie dajmy na to 25$ na koncie czy w szufladzie – będziecie je mieć z powrotem za pół roku, czy rok – a ktoś inny będzie dzięki temu mógł rozwinąć swój sklep czy wydzierżawić pole i wyżywić dzięki temu całą rodzinę.

Advertisements

Leave a comment

Filed under Azja-Australia