Monthly Archives: May 2011

Niespełna cztery miesiące, dwie pary butów, kilkadziesiąt smaków świata oraz kilka tysiecy zdjec pózniej….

Czyli podsumowanie wyprawy.
Pojawi sie (jak zreszta polowa opisów) juz wkrotce. 😉

Advertisements

8 Comments

Filed under Azja-Australia

brak weny na zakonczenie….

Nie dziwne DLACZEGO… czas przemyslen, ostatnich spostrzeżen i podsumowań.
Jedno jest pewne… ja tu (do azji) jeszcze wroce 😉
Tymczasem nazbierało się zaległości spowodowanych problemami logistycznymi w Chinach oraz aklimatyzacją w “nowej” starej rzeczywistosci – szukanie pracy i takie tam…
CDN…

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Yangshuo

Ostatni etap podróży… tak więc z jednej strony wreszcie będzie czas na uzupełnienie zaległości blogowych z drugiej zaś trochę szkoda… jednak wszystko ma swój początek jak i koniec. Pomyslmy więc o nowym początku… czas coś ZAPLANOWAC.

Yangshuo to niewątpliwie mekka chińskiej turystyki. Położone nad rzeką Li miasteczko jeszcze 30 lat temu było jedynie małą wioska jakich tu wiele w okolicy, tymczasem przy obecnym napływie turystów stanowi jedną z głównych atrakcji nie tyko regionu ale całych Chin. Okolice rzeki Li usiane mniejszymi i większymi wioskami, położonymi pomiędzy przedziwnymi formacjami górskimi (ang. karst) stanowią jeden z najbardziej symbolicznych obrazów Chin.
Samo miasteczko jest bardzo urokliwe, powiedział bym przypomina swym charakterem polskie Zakopane, gdzie na głównym deptaku znajdziecie mnóstwo wyrobów lokalnych rzemieślników oraz wyśmienite restauracje (im mniejsze tym lepsze) serwujące naprawdę najlepsze dania jakie było nam dane smakować w całych Chinach. Poprawka najlepsze potrawy znaleźliśmy w wiosce Xingping ok. 25km na płn. od Yanghuo nie ma nazwy restauracji jedynie zdjęcie z zadowoloną twarzą po posiłku i właścicielką a gdzieś tam rozrabiająca para jej dzieciaków (na ścianie komentarze niektóre naprawdę ciekawe).
Yangshuo żyje obecnie zupełnie z turystyki ale mimo typowego chińskiego natłoku turystów, ciągle można jeszcze odnaleźć piękny klimat górskiego powiedział bym miasteczka oraz trochę spokoju w licznych nieodkrytych jeszcze do końca zakamarkach rzeki lub za kolejną przedziwną górą otwierająca jakże inny widok i perspektywę, tak więc dla aktywnych – odkrywania tu co niemiara.
Oczywiście w samym centrum Yangshuo sporo już świecących neonowych reklam, tłumów na głównym deptaku i mnóstwa barów z muzyką do późna (ciekawostka w jednym z nich – co ja słyszę? Polski hip-hop – DJ nie był rodakiem … sam nie wierzyłem, aż wszedłem do środka by delektować się wreszcie jedną z nielicznych okazji naszej jakże pozytywnej obecności tak daleko od domu).
W ogóle temat muzyki powinienem potraktować w jakimś innym blogu bo to już za bardzo odbiega od podróży w każdym bądź razie jedno czego nie musimy się wstydzić za granicą to z pewnością muzyka i to od Chopina przez rock do hip-hopu kładziemy powiedział bym nawet Francuzów a Niemców to już na łopatki i to nie jest tylko moja opinia a właśnie zagranicznych znajomych którzy wcześniej mieli tyle wspólnego z PL co ja z Chinami.
Wracając do tematu – mimo, że miasteczko zżerane jest powoli przez komercje i globalizacje ciągle jeszcze dominuje w nim odrębny charakter zapomnianej nadrzecznej wioski z górującą nad wszystkim w centrum starą świątynia na jednym z karst-ów.

Atrakcje miasteczka:
– Targ
-Główny deptak (West Street)
-Rzeka Li
– Teatr nocny (Impression Liu Sanjie)
-Świątynie






Miasteczko, miasteczkiem ale okolica dookoła rzeki tak naprawdę jest tu największą atrakcją której na pewno nie można przegapić, a do głównych punktów my zaliczyli byśmy:
– Xingping wioska i jej okolica (proponujemy wdrapać się na szczyt tuż przy porcie, widok z niego rewelacyjny, widok na banknotach 20Y tuż za miastem na jednym z klifów tuż nad rzeką. Sama wioska bardzo spokojna i to tu najlepsza domowa restauracja jak dla nas jedna z 1000 rzeczy które należy spróbować w życiu)
– Shangri-la
-Lotus Cave
– Laozhai Hill
-Gaotian Viewed from Gongnong Bridge
– Dragon Bridge
– The Moon Hill
– The Big Banyan Tree


Na zwiedzanie których polecamy oczywiście rower. Jest też możliwość (jedynie tu w Chinach na trasie naszej wycieczki) wypożyczenia skutera, raczej motoroweru.
Nam jednak w zupełności wystarczył rower, co prawda prawie wrośliśmy w siodełka wiadomymi częściami ciała ale naprawdę było warto.
Najdłuższa wycieczka z Yangshuo do Xingping w jedną stronę drogą S305 następnie X094 to ok. 2h – całkiem bezpieczna i porządna droga oraz możliwość wyboru alternatywnych tras dla bardziej zaawansowanych czytaczy map (o mapy tu równie trudno jak w całych Chinach). Jedyna nasza troska w związku z wycieczkami rowerowymi wiązała się z samymi rowerami i obawa o nie same, gdyż dostaliśmy zupełne nówki full wypas a wypożyczalnia nie wzięła żadnego depozytu ani dokumentu pod zastaw – tak więc nie wiedzieliśmy ile by nas taki kłopot kosztował. Na szczęście obawy były znowu zupełnie bezpodstawne, ani rowerom ani nam nic się nie stało nikt nam nawet światełka nie buchnął znowu nuda, nuda, nuda. 😉
W ogóle to musze dodać, że ja osobiście czułem się nawet w takich zapomnianych wioskach w Chinach bardziej bezpiecznie niż w nieznanym miasteczku we własnym kraju. Tak gwoli tych strachów dla Lachów.

Garść faktów.
Wypożyczenie roweru 2GBP za dobę
Nocleg, całkiem fajny hostel w centrum Yangshuo (5 minut na pieszo od dworca autobusowego) 110Y za super duży pokój dla dwóch. Ciekawa już sama jego nazwa, znajoma pewnie miłośnikom angielskich komedii „Fawlty Towers” – mimo nazwy i niezbyt dobrej reklamy serialowej POLECAMY.
Wyżywienie tak smaczne, że reklama być musi:
-restauracje i ich nazwy pojawią się wkrótce ciężko je znaleźć- może gdzieś na fotkach w telefonie.
Autobus nocny (całkiem wygodne łóżka) do Shenzen 600km w 8 godzin – dowiezie Was w okolice przejścia granicznego i pociągu (przystanek Lo Wu) do Hong Kongu.
Wygodne łóżka nie pozwoliły nam jednak na zupełne przespanie tej nocy – całonocne oglądanie telewizji (chińskiej) oraz częste przystanki nad ranem skutecznie to uniemożliwiają. Mimo wszystko kolejny azjatycki pomysł całkiem, całkiem tylko wykonanie (czyli jakość) nie do końca ta.

PODSUMOWUJAC

Yangshuo i okolice to punkt kulminacyjny naszej wycieczki w Chinach więc i dobrze, że na koniec naszego pobytu. Na tyle udany, że idą w zapomnienie wszelkie niedogodności, bariery i problemy spowodowane nieznajomością języka i różnicą kulturową. Nasz cztero dniowy pobyt tu potrafił nam to wynagrodzić, cała okolica robi naprawdę wspaniałe wrażenie i jest jednym z tych miejsc w które chce się wracać zaraz po opuszczeniu go – co tam nie chce się wyjeżdżać , kto by nie chciał zostać na dłużej w sielance w chińskiej bajce. 😉

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Guilin

Przepraszam za zaległości… pragnę donieść że Piątek 13-tego oficjalnie przeżyty ale mało co… wpisy pod tematami pojawią się pewnie dopiero po powrocie do kapitalistycznego świata pełnego luksusów, szybkich komputerów, działających facebooków i tym podobnych udogodnień “zepsutego” świata zachodniego.

UZUPEŁNIENIE:

Opóźnionym samolotem South China Airlines (23:15) docieramy do chińskiej turystycznej mekki.
Guilin to ok. 700 tysięczne miasto położone nad rzeką Li. Przedziwne formacje górskie, jaskinie i okoliczne wioski zachowane często w niezmienionym starym stylu działają jak magnes na turystów. To tu zobaczycie sławne z chińskich bajek i filmów kung-fu prawie prostopadłe góry, wyrastające tuż nad rzeką.
Główne atrakcje samego miasta nie są zbyt liczne, i należą do nich:
-Water Cave, Red flute Cave
-Elephant Hill
– Seven star park

Samo miasto jak kolejne z miast chińskich z szybko rozbudowującą się infrastrukturą i monumentalnymi budowlami łączy stare i nowe budownictwo w mało zgrabnym stylu totalnego bałaganu.
O ile samo miasto może nie wzbudzać zbyt dużego zainteresowania to już atrakcje regionu są naprawdę warte polecenia:
– Golden Dragon Rice Terrases (okolice Longsheng). Wycieczki grupowe oferowane przez lokalne biura podróży (jak zwykle nie dla nas), jednodniowe wypady z przewodnikiem z Guilin kosztują ok. 400Y od osoby. Jednak po miesięcznym pobycie i doświadczeniu z innych miast oraz nauce na własnych błędach, nic prostszego do odbycia na własną rękę w ten oto sposób:
Autobusem ze stacji Qintan (płd-wsch ok. 10 min Taxi od centrum miasta, koszt 10Y), pierwszy odjeżdża ok. 6:10 rano w kierunku Longsheng (czas przejazdu: 2 godziny). Wysiąść należy jednak w HepingXiang (ok. 10 km przed Longsheng). Tam z kolei z drugiej strony ulicy złapać mniejszy bus do Dazhai lub Ping’an. Dla aktywnych polecamy Dazhai położone na końcu wąskiej i stromej drogi pomiędzy górami. Jest to bardzo urokliwa i mniej uczęszczana przez turystów wioska z kilkoma tarasami widokowymi tuż nad nią, skąd można przejść wzdłuż tarasów ryżowych do Zhuangbangjie i dalej do Ping’an (czas przejścia ok. 3-4 godziny), by w dole wioski złapać autobus powrotny do Heping a tam kolejny do Guilin w miejscu gdzie przesiadaliście się w drodze z Guilin. (ostatni autobus do Guilin ok. 17:30). Ceny autobusów w jedną stronę: Guilin-Heping 19Y, Heiping-Dazhai8Y.
Kolejnym sposobem (czego nie dowiecie się również ani od pracowników hotelu ani od nikogo w mieście, nawet nie z LP) jest zorganizowany autobus (foto powyżej) prosto z Guilin do Dazhai (bilet powrotny kosztuje 60Y).

Nie dając wiary przesądom (piątek 13-tego) licząc na więcej czasu dla siebie i niezależność czasową wybraliśmy oczywiście pierwszy sposób. Pamiętać należy, że tarasy ryżowe położone są w dość wysokich górach, tak więc wszystkie odpowiednie zachowania pogodowe tam występujące należy brać pod uwagę. My po dniu poprzednim non stop padało, zuchwale i bez obaw doświadczyliśmy uroków piątku, 13-tego. Zaczęło się zawalona na wpół drogą (po krótkiej kosmetyce dało się przejechać) by po kolejnych kilku kilometrach (ok. 7km przed Dazhai) stanąć na kolejnym zawale już zupełnie „profesjonalnym” (gdzie bez ciężkiego sprzętu ani rusz). Na nasze „szczęście” po drugiej stronie rumowiska też stały uziemione samochody, które utknęły tu na dłużej, skorzystaliśmy więc z jednego który zdecydował się wracać do wioski. Podróż na pace samochodu ciężarowego na stromej, krętej drodze nie należy do najprzyjemniejszych ale po doświadczeniu z łodzią i deszczem w przeprawie na Perhentian Islands to i tak luksusowa ekstrawagancja.
Mimo bardzo dobrych ścieżek na tarasach nadmiar wczorajszego deszczu dalej dawał się we znaki a to strumyki płynące po kamiennych schodach a to znowu kolejny zawał, tym razem jednego z poletek ryżowych, niwelujący ok. 3 metry ścieżki.
Tak więc było mokro… w butach, na szczęście również ciepło tak więc strachu jedynie tyci tyci 😉
Kolejny piątek odfajkowany w przepięknej scenerii chociaż dodać należy, że sadzenie ryżu na tych wysokościach zaczyna się od końca maja a zbiory od końca sierpnia i to są najlepsze miesiące na oglądanie tych okolic, my zastaliśmy je jeszcze niezagospodarowane.
Kolejnych atrakcji w rejonie nie było nam dane zobaczyć za sprawą bardzo złej pogody, tak wiec po kolejnym całodniowym deszczowym dniu udajemy się na południe do miejscowości Yangshuo. Austobus z dworca tym razem w centrum miasta kursuje bardzo regularnie, zabierze was tam w 1,5 godziny i kosztuje ok. 15Y.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Chengdu – Prowincja Sichuan – leniwe Pandy, piękne kobiety na tle przedgórza TYBETU

Kolejne z większych (według lokalsów 6 mln mieszkańców) a jednocześnie mało znanych miast Chin, zaskakuje swoją nowoczesną architekturą i jak zwykle przysadziście dużą infrastrukturą drogową.
Chengdu położone jest w płn-wsch części prowincji Sichuan, tuż u podnóża gór rozpoczynających największe pasmo górskie świata Himalajów.
W pogodny dzień (o który niezwykle ciężko podczas naszego pobytu w Chinach) już z miasta można zobaczyć szczyty gór wysokich na ponad 7 tysięcy metrów.
Miasto jest bardzo dobrą bazą zaopatrzeniowo-wypoczynkową przed wyruszeniem w wysokie partie gór oraz do samego Tybetu. Znajdziecie tu kilkadziesiąt ofert biur organizujących wyprawy pociągiem lub samolotem aż do samej stolicy Tybetu, Lhasy.
Dotarliśmy do Chengdu pociągiem z Xian, ważne spostrzeżenie zaraz po wyjściu ze stacji kolejowej – bardzo ciężko zlokalizować wejścia do stacji metra, są dosyć zgrabnie zamaskowane przez lokalne stragany rozpostarte wokół nich i co dziwne otwarte jedynie do godz 22. Metro dowiezie was mimo, że jedynie jedna linia w najważniejsze części miasta.
Samo miasto nie robi szczególnego wrażenia, jednak to co wyróżnia je na tle do tej por odwiedzanych chińskich miast to bardzo dobra organizacja urbanistyczna (brak pekińskiego tłoku) oraz jako taki porządek architektoniczny (brak bałaganu Xian).

Garść faktów:

Baza noclegowa, bardzo dobra, lepszy standard hosteli, spora ilość map miasta i atrakcji, pracownicy mówiący znacznie lepiej po angielsku niż gdzie indziej – wszystko to za tą samą cenę jak do tej pory a nawet taniej. Brak nagminnego, natarczywego „patrzenia” ze strony lokalsów. 😉
Ceny bardzo podobne jak w Xian i Pekinie.
Wyżywienie, to coś co naprawdę wyróżnia całą prowincję Sichuan, kuchnia tu obowiązująca znana jest z „hot&spicy” – to co ja akurat lubię najbardziej 😉
Kung Pao – danie obowiązujące w prawie całych Chinach, tu pod nazwą gangbao jiding- należy spróbować koniecznie oraz przeróżne hot pot dla odważnych – palce lizać lub lepiej nie wspominać.
Transport dosyć dobry i tani – jednak problemy językowe robią swoje i najczęściej pozostaje niezawodna taksówka – przy czym nie ma tu w ogóle targowania się o cenę – obowiązuje taksometr oraz komunistyczny nakaz konkretnej stawki za kilometr dla wszystkich taki sam, zazwyczaj bardzo tanio ale przez to też ciężko je złapać w godzinach szczytu.



Atrakcje miasta:
– People’s Park (tańce, gry i zabawy a po wszystkim tradycyjna herbata)
– Stare miasto
– Wen shu Temple
– Tianfu Square, statua Mao
– Dzielnica tybetańska,

Atrakcje poza miastem:
– Główna atrakcja regionu Pandy. Te zagrożone wyginięciem misie, żyją jeszcze sporadycznie w lasach Sichuan ale najłatwiej podglądać te leniwe zwierzęta w rezerwacie Pand ok. 15km na płn. od miasta. Dostaniecie się tam autobusem 902 – autobus odjeżdża z centrum z ulicy Linjiang Middle Rd tuż po płd. stronie rzeki. Podróż trwa ok. godziny, wstęp do ośrodka 58Y – gdzie zobaczycie nie tylko biało czarne Pandy ale także i inne z ich rodziny, plus dziwne jezioro z czarnymi łabędziami i ogromnymi kolorowymi karpiami.
– Emei Shan, kolejna z osławionych tajemniczych gór w Chinach – tym razem nam się nie udało, będzie jak znalazł na kolejny raz 😉
Innych atrakcji regionu nie udało nam się zobaczyć ze względu na brak zachęcającej pogody a także na ciągle świeże wspomnienie w nogach po tysiącu schodów na HuaShan. Jest tu jednak naprawdę tak wiele miejsc które warto wybrać na kilku dniowe wypady, że musimy odesłać do bardziej profesjonalnych przewodników.

Chengdu definitywnie pozostawi w wielu podróżnikach miłe wspomnienie bardzo przyjaznych ludzi, powiedział bym typowe dla ludzi z gór, mniej męczące wypady na miasto i organizacji dnia zapewnią wam bardzo pomocni pracownicy choćby hosteli (polecamy Traffic Inn).
Co do tytułowych kobiet – o gustach się nie dyskutuje ale jak do tej pory to właśnie tu, moim zdaniem (tylko ciiicho-sza) są najładniejsze, często nawet uśmiechnięte Chinki na pewno a może i Azjatki.
Jest więc kilka powodów dla których warto odwiedzić to mało znane, kolejne wielkie miasto państwa środka. 😉

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Xian – Dawna stolica Chin

Z dworca zachodniego w Pekinie (architektoniczne połączenie ogromnej szklano metalowej konstrukcji przypominającej terminal lotniczy z wieńczącą go murowaną wieżą w starm chińskim stylu) pociągiem nocnym (soft sleeper) udajemy się do dawnej stolicy Chin, Xian (centralne część kraju)
Po 12 godzinnej podróży w mniej komfortowych warunkach niż w pociągu z Szanghaju (telewizory były ale tym razem nie działały) za to ze współpasażerem chrapiącym jak …. (sami sobie dopowiedzcie ;/) dojechaliśmy do celu, niewyspani i zmęczeni. Gdyby nie nasz współpasażer komfort podróży byłby bardziej niż zadowalający. Przypomina się stary polski kawał o obwodzie koła: 2πr, gdzie r-średnica koła a π – jak wiadomo wynosi 3,14 z „hakiem” który to z kolei wlecze się za każdym polskim pociągiem i ….. o tory. W Chinach najwidoczniej promień koła mierzy się inaczej lub przyjmują wartość π bardzo dokładne bez dużych „haków” Pragniemy donieść: „nic tam nie huczy nie stuka ani nie uderza” – jedyny hałas zza okna to ten od prędkości pociągu jak by podróż przez większą część odbywała się w tunelu.

Wracając do tematu, czyli Xian.
Jest to kolejne jakich dziesiątki, ogromne (oficjalnie 4mln) miasto, z za dużą infrastrukturą jak na obecne potrzeby mieszkańców, gdzie teraźniejsza nowoczesność łączy się gorzej lub lepiej ze starym budownictwem i klimatem dawnej stolicy państwa środka.
Centrum miasta położone jest pomiędzy dość dobrze zachowanymi i odrestaurowanymi starymi (bardzo wysokimi) murami miasta (w kształcie prostokątu).
Wysiadając na głównej stacji kolejowej (north station) to właśnie jedna z bram i mury są pierwszym widokiem na miasto, co ułatwia orientację w mieście.
Autobus linii 603 (po drugiej stronie muru) zabierze was przez całe miasto na przeciwległą południową bramę, gdzie znajduje się większość hosteli.
Do tej pory Xian znane mi było jedynie z 2 powodów:
– Terrakota Army, opisywać nie trzeba (wstęp 110Y)
– oraz z olimpiady geograficznej w szkole podstawowej i pytania o „dawną stolicę Chin” 😉
Nasze 3 dni w mieście nie pozwoliły na zbyt wiele, zwłaszcza po mało przespanej nocy w pociągu (dzięki naszemu „śpiochowi”).
Jednak pozwoliły nam odkryć:
– Arabic Quarter (część arabska miasta) bardzo miła atmosfera, uliczne stragany i markety, gdzie po pekińskim bólu głowy i ciągłych okrzykach sprzedawców wręcz fizycznej molestacji, wydały nam się łąką rozkoszy i spokoju. Spróbujcie znaleźć roujiamo – bułka typu pita wypełniona wołowiną z zieloną papryką i przyprawami, palce lizać (koszt 5Y)

– Big Goose Pagoda, zwłaszcza nocny pokaz świateł i fontann (25Y)
– Stare, ogromne budynki miasta oraz mury obronne.
– Największą jak dla nas atrakcją poza miastem jest HuaShan

Położone ok. 100km na zachód góry oraz jedna z 5 świętych gór dla chińczyków HuaShan robi ogromne wrażenie. Dla przybliżenia formy atrakcji oraz wymaganej aktywności sportowo rekreacyjnej w związku z jej zdobywaniem, proponuję zapoznać się z tematem „soldiers path HuaShan”. Oczywiście góra nie tylko dla żołnierzy, można ją zdobyć na 3 sposoby:
1. Ową ścieżką, wisząc często pare setek metrów nad przepaścią (2 godzinny spacer)
2. „Zwykły” spacer z miasteczka o tej samej nazwie. Wstęp do parku (100Y), chyba, że wybierzecie nocne zdobywanie tak jak to robi 90% chińczyków wtedy wstęp darmowy, tylko wymarsz ok. 23:00
Dlaczego pisze „zwykły” spacer (5 dni po, ciągle go odczuwam na kościach) 8km do szczytu pokonywać będziecie w 70% trasy, bardziej i mniej stromymi i niebezpiecznymi schodami.
Ogrom pracy włożonej w ich wykonanie, zabezpieczenia łańcuchowe i inne nie robi już takiego wrażenia na myśl o Wielkim Murze ale ciągle zastanawia oraz potwierdza chińską siermiężną pracowitość.
Tak więc wycieczka na szczyt najpierw płn. (3godziny) i pierwszy możliwy nocleg (od 95Y za łóżko w pokoju), kolejny przystanek West Peak (1,5 godziny) oraz nocleg (po wytargowaniu 80Y za łóżko).
Podziwiany zachód słońca na tej stronie góry coś wspaniałego i jakże miłe uczucie spokoju– wreszcie brak przewodników=„szczekaczek” i morza turystów, by kontynuować „spacer” kolejnego dnia od bardzo wczesnych godzin i po 20 minutowym marszu podziwiać wschód ze najwyższego południowego szczytu 2160m.
Darowaliśmy sobie East Peak, zwyczajnie mieliśmy dosyć gwaru i okrzyków niosących się już z oddali z tysięcy na wpół zaspanych chińskich gardeł z tamtego kierunku. O ile popołudniowe zdobywanie góry wiąże się jak wszędzie w górach z normalną ilością turystów tak poranny natłok tych którzy rozpoczęli wspinaczkę wieczorem jak i tych którzy chcąc być pierwsi (buhahaahah) na górze wzięli poranną kolejkę linową, można jedynie porównać do raz widzianej (na szczęście tylko na zdjęciu) letniej kolejki na Kasprowy Wierch.
Wąskie przejścia i wszędobylskie schody sprawiają, że poruszanie się w godzinach 7-9 rano jest bardzo utrudnione. Jeśli planujecie oglądać wschód słońca lub zachód, nocleg na górze mimo że kosztowny jest naszym zdaniem jedynym sensownym rozwiązaniem.
Zejście do miasteczka od godziny 7:00 do 10:30 chociaż zaplanujcie sobie przynajmniej 2 godziny ekstra, być może na dłuższe przystanki z rozciąganiem, co nam jest potrzebne do tej pory.
3. Najmniej wymagająca forma zdobywania góry: kolejką linową na szczyt północny (60/110Y bilet powrotny)

Garść faktów:

– Nocleg, w Xian znajdziecie o wiele lepszy standard zakwaterowania niż w Pekinie, od 160Y za pokój dwuosobowy z TV/klimatyzacją/WiFi
– Wyżywienie, patrz Pekin
– Komunikacja, autobusy miejskie 1Y za przejazd, metro ciągle w budowie
Autobus do HuaShan odjeżdża spod budynku poczty po prawej stronie dworca kolejowego (60Y bilet powrotny ważny 3 dni) Wysiadacie w miasteczku na ostatnim przystanku skąd odjeżdża także autobus powrotny.
– Noclegi na górze HuaShan, bardzo drogie i bez łazienek (500Y pokój dwuosobowy) – WC jedynie na zewnątrz.
– Wyżywienie na szlaku raczej drogie, warto zabrać kilka dużych butelek z wodą i prowiant. Woda na górze od 10Y za 0,5l

Ogólnie Xian jest o wiele przyjemniejszym miastem niż Pekin. Jest bardziej otwarte na „zachód” – gdzie ludzie nie tylko „patrzą” się na Ciebie ale także zdarza się, że uśmiechają się czasami. Odrestaurowane stare dzielnice w okolicach bramy południowej pozwalają poczuć typowy klimat Chin a zarazem są czyste i bardziej zadbane od podobnych hutongów w stolicy.
Planowanie kolejnych wypadów i etapów podróży jest jednak badal bardzo uciążliwe a brak dobrego zrozumieniaze strony lokalnych mieszkańców wydłuża choćby najoczywistsze sprawy . Przez co na każdym kroku wszędobylskie i przecenione wycieczki typu all inclusive – wydają się często jedyną formą zwiedzania poszczególnych punktów zainteresowań.

Nie poddajemy się jednak i działamy dalej na własną rękę. Odkrycie na dziś transport do Guili, z braku odpowiadającego nam pociągu szukamy samolotu, do zarezerwowania CTRIP pozwoli wam zarezerwować jakikolwiek lot przy użyciu karty debetowej VISA.


Choć w samym Xian nie udało nam się zobaczyć zbyt wiele (zmęczenie związane z planowaniem i spacer schodami zrobiły swoje) to właśnie tu oglądaliśmy np. Saturn, dzięki uprzejmości pewnego lokalsa, który pozwolił nam patrzeć przez monstrualnych rozmiarów teleskop. Zupełnie za darmo robiliśmy u niego za lep na innych turystów, bo oni zamiast w teleskop patrzyli chyba więcej na nas… a może zaczynam mieć już obsesje na tym punkcie 😉 W każdym bądź razie polecamy Xian bardziej niż Pekin to na pewno.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia