Niespełna cztery miesiące, dwie pary butów, kilkadziesiąt smaków świata oraz kilka tysiecy zdjec pózniej….

Czyli podsumowanie wyprawy.
Pojawi sie (jak zreszta polowa opisów) juz wkrotce. 😉

Advertisements

8 Comments

Filed under Azja-Australia

brak weny na zakonczenie….

Nie dziwne DLACZEGO… czas przemyslen, ostatnich spostrzeżen i podsumowań.
Jedno jest pewne… ja tu (do azji) jeszcze wroce 😉
Tymczasem nazbierało się zaległości spowodowanych problemami logistycznymi w Chinach oraz aklimatyzacją w “nowej” starej rzeczywistosci – szukanie pracy i takie tam…
CDN…

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Yangshuo

Ostatni etap podróży… tak więc z jednej strony wreszcie będzie czas na uzupełnienie zaległości blogowych z drugiej zaś trochę szkoda… jednak wszystko ma swój początek jak i koniec. Pomyslmy więc o nowym początku… czas coś ZAPLANOWAC.

Yangshuo to niewątpliwie mekka chińskiej turystyki. Położone nad rzeką Li miasteczko jeszcze 30 lat temu było jedynie małą wioska jakich tu wiele w okolicy, tymczasem przy obecnym napływie turystów stanowi jedną z głównych atrakcji nie tyko regionu ale całych Chin. Okolice rzeki Li usiane mniejszymi i większymi wioskami, położonymi pomiędzy przedziwnymi formacjami górskimi (ang. karst) stanowią jeden z najbardziej symbolicznych obrazów Chin.
Samo miasteczko jest bardzo urokliwe, powiedział bym przypomina swym charakterem polskie Zakopane, gdzie na głównym deptaku znajdziecie mnóstwo wyrobów lokalnych rzemieślników oraz wyśmienite restauracje (im mniejsze tym lepsze) serwujące naprawdę najlepsze dania jakie było nam dane smakować w całych Chinach. Poprawka najlepsze potrawy znaleźliśmy w wiosce Xingping ok. 25km na płn. od Yanghuo nie ma nazwy restauracji jedynie zdjęcie z zadowoloną twarzą po posiłku i właścicielką a gdzieś tam rozrabiająca para jej dzieciaków (na ścianie komentarze niektóre naprawdę ciekawe).
Yangshuo żyje obecnie zupełnie z turystyki ale mimo typowego chińskiego natłoku turystów, ciągle można jeszcze odnaleźć piękny klimat górskiego powiedział bym miasteczka oraz trochę spokoju w licznych nieodkrytych jeszcze do końca zakamarkach rzeki lub za kolejną przedziwną górą otwierająca jakże inny widok i perspektywę, tak więc dla aktywnych – odkrywania tu co niemiara.
Oczywiście w samym centrum Yangshuo sporo już świecących neonowych reklam, tłumów na głównym deptaku i mnóstwa barów z muzyką do późna (ciekawostka w jednym z nich – co ja słyszę? Polski hip-hop – DJ nie był rodakiem … sam nie wierzyłem, aż wszedłem do środka by delektować się wreszcie jedną z nielicznych okazji naszej jakże pozytywnej obecności tak daleko od domu).
W ogóle temat muzyki powinienem potraktować w jakimś innym blogu bo to już za bardzo odbiega od podróży w każdym bądź razie jedno czego nie musimy się wstydzić za granicą to z pewnością muzyka i to od Chopina przez rock do hip-hopu kładziemy powiedział bym nawet Francuzów a Niemców to już na łopatki i to nie jest tylko moja opinia a właśnie zagranicznych znajomych którzy wcześniej mieli tyle wspólnego z PL co ja z Chinami.
Wracając do tematu – mimo, że miasteczko zżerane jest powoli przez komercje i globalizacje ciągle jeszcze dominuje w nim odrębny charakter zapomnianej nadrzecznej wioski z górującą nad wszystkim w centrum starą świątynia na jednym z karst-ów.

Atrakcje miasteczka:
– Targ
-Główny deptak (West Street)
-Rzeka Li
– Teatr nocny (Impression Liu Sanjie)
-Świątynie






Miasteczko, miasteczkiem ale okolica dookoła rzeki tak naprawdę jest tu największą atrakcją której na pewno nie można przegapić, a do głównych punktów my zaliczyli byśmy:
– Xingping wioska i jej okolica (proponujemy wdrapać się na szczyt tuż przy porcie, widok z niego rewelacyjny, widok na banknotach 20Y tuż za miastem na jednym z klifów tuż nad rzeką. Sama wioska bardzo spokojna i to tu najlepsza domowa restauracja jak dla nas jedna z 1000 rzeczy które należy spróbować w życiu)
– Shangri-la
-Lotus Cave
– Laozhai Hill
-Gaotian Viewed from Gongnong Bridge
– Dragon Bridge
– The Moon Hill
– The Big Banyan Tree


Na zwiedzanie których polecamy oczywiście rower. Jest też możliwość (jedynie tu w Chinach na trasie naszej wycieczki) wypożyczenia skutera, raczej motoroweru.
Nam jednak w zupełności wystarczył rower, co prawda prawie wrośliśmy w siodełka wiadomymi częściami ciała ale naprawdę było warto.
Najdłuższa wycieczka z Yangshuo do Xingping w jedną stronę drogą S305 następnie X094 to ok. 2h – całkiem bezpieczna i porządna droga oraz możliwość wyboru alternatywnych tras dla bardziej zaawansowanych czytaczy map (o mapy tu równie trudno jak w całych Chinach). Jedyna nasza troska w związku z wycieczkami rowerowymi wiązała się z samymi rowerami i obawa o nie same, gdyż dostaliśmy zupełne nówki full wypas a wypożyczalnia nie wzięła żadnego depozytu ani dokumentu pod zastaw – tak więc nie wiedzieliśmy ile by nas taki kłopot kosztował. Na szczęście obawy były znowu zupełnie bezpodstawne, ani rowerom ani nam nic się nie stało nikt nam nawet światełka nie buchnął znowu nuda, nuda, nuda. 😉
W ogóle to musze dodać, że ja osobiście czułem się nawet w takich zapomnianych wioskach w Chinach bardziej bezpiecznie niż w nieznanym miasteczku we własnym kraju. Tak gwoli tych strachów dla Lachów.

Garść faktów.
Wypożyczenie roweru 2GBP za dobę
Nocleg, całkiem fajny hostel w centrum Yangshuo (5 minut na pieszo od dworca autobusowego) 110Y za super duży pokój dla dwóch. Ciekawa już sama jego nazwa, znajoma pewnie miłośnikom angielskich komedii „Fawlty Towers” – mimo nazwy i niezbyt dobrej reklamy serialowej POLECAMY.
Wyżywienie tak smaczne, że reklama być musi:
-restauracje i ich nazwy pojawią się wkrótce ciężko je znaleźć- może gdzieś na fotkach w telefonie.
Autobus nocny (całkiem wygodne łóżka) do Shenzen 600km w 8 godzin – dowiezie Was w okolice przejścia granicznego i pociągu (przystanek Lo Wu) do Hong Kongu.
Wygodne łóżka nie pozwoliły nam jednak na zupełne przespanie tej nocy – całonocne oglądanie telewizji (chińskiej) oraz częste przystanki nad ranem skutecznie to uniemożliwiają. Mimo wszystko kolejny azjatycki pomysł całkiem, całkiem tylko wykonanie (czyli jakość) nie do końca ta.

PODSUMOWUJAC

Yangshuo i okolice to punkt kulminacyjny naszej wycieczki w Chinach więc i dobrze, że na koniec naszego pobytu. Na tyle udany, że idą w zapomnienie wszelkie niedogodności, bariery i problemy spowodowane nieznajomością języka i różnicą kulturową. Nasz cztero dniowy pobyt tu potrafił nam to wynagrodzić, cała okolica robi naprawdę wspaniałe wrażenie i jest jednym z tych miejsc w które chce się wracać zaraz po opuszczeniu go – co tam nie chce się wyjeżdżać , kto by nie chciał zostać na dłużej w sielance w chińskiej bajce. 😉

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Guilin

Przepraszam za zaległości… pragnę donieść że Piątek 13-tego oficjalnie przeżyty ale mało co… wpisy pod tematami pojawią się pewnie dopiero po powrocie do kapitalistycznego świata pełnego luksusów, szybkich komputerów, działających facebooków i tym podobnych udogodnień “zepsutego” świata zachodniego.

UZUPEŁNIENIE:

Opóźnionym samolotem South China Airlines (23:15) docieramy do chińskiej turystycznej mekki.
Guilin to ok. 700 tysięczne miasto położone nad rzeką Li. Przedziwne formacje górskie, jaskinie i okoliczne wioski zachowane często w niezmienionym starym stylu działają jak magnes na turystów. To tu zobaczycie sławne z chińskich bajek i filmów kung-fu prawie prostopadłe góry, wyrastające tuż nad rzeką.
Główne atrakcje samego miasta nie są zbyt liczne, i należą do nich:
-Water Cave, Red flute Cave
-Elephant Hill
– Seven star park

Samo miasto jak kolejne z miast chińskich z szybko rozbudowującą się infrastrukturą i monumentalnymi budowlami łączy stare i nowe budownictwo w mało zgrabnym stylu totalnego bałaganu.
O ile samo miasto może nie wzbudzać zbyt dużego zainteresowania to już atrakcje regionu są naprawdę warte polecenia:
– Golden Dragon Rice Terrases (okolice Longsheng). Wycieczki grupowe oferowane przez lokalne biura podróży (jak zwykle nie dla nas), jednodniowe wypady z przewodnikiem z Guilin kosztują ok. 400Y od osoby. Jednak po miesięcznym pobycie i doświadczeniu z innych miast oraz nauce na własnych błędach, nic prostszego do odbycia na własną rękę w ten oto sposób:
Autobusem ze stacji Qintan (płd-wsch ok. 10 min Taxi od centrum miasta, koszt 10Y), pierwszy odjeżdża ok. 6:10 rano w kierunku Longsheng (czas przejazdu: 2 godziny). Wysiąść należy jednak w HepingXiang (ok. 10 km przed Longsheng). Tam z kolei z drugiej strony ulicy złapać mniejszy bus do Dazhai lub Ping’an. Dla aktywnych polecamy Dazhai położone na końcu wąskiej i stromej drogi pomiędzy górami. Jest to bardzo urokliwa i mniej uczęszczana przez turystów wioska z kilkoma tarasami widokowymi tuż nad nią, skąd można przejść wzdłuż tarasów ryżowych do Zhuangbangjie i dalej do Ping’an (czas przejścia ok. 3-4 godziny), by w dole wioski złapać autobus powrotny do Heping a tam kolejny do Guilin w miejscu gdzie przesiadaliście się w drodze z Guilin. (ostatni autobus do Guilin ok. 17:30). Ceny autobusów w jedną stronę: Guilin-Heping 19Y, Heiping-Dazhai8Y.
Kolejnym sposobem (czego nie dowiecie się również ani od pracowników hotelu ani od nikogo w mieście, nawet nie z LP) jest zorganizowany autobus (foto powyżej) prosto z Guilin do Dazhai (bilet powrotny kosztuje 60Y).

Nie dając wiary przesądom (piątek 13-tego) licząc na więcej czasu dla siebie i niezależność czasową wybraliśmy oczywiście pierwszy sposób. Pamiętać należy, że tarasy ryżowe położone są w dość wysokich górach, tak więc wszystkie odpowiednie zachowania pogodowe tam występujące należy brać pod uwagę. My po dniu poprzednim non stop padało, zuchwale i bez obaw doświadczyliśmy uroków piątku, 13-tego. Zaczęło się zawalona na wpół drogą (po krótkiej kosmetyce dało się przejechać) by po kolejnych kilku kilometrach (ok. 7km przed Dazhai) stanąć na kolejnym zawale już zupełnie „profesjonalnym” (gdzie bez ciężkiego sprzętu ani rusz). Na nasze „szczęście” po drugiej stronie rumowiska też stały uziemione samochody, które utknęły tu na dłużej, skorzystaliśmy więc z jednego który zdecydował się wracać do wioski. Podróż na pace samochodu ciężarowego na stromej, krętej drodze nie należy do najprzyjemniejszych ale po doświadczeniu z łodzią i deszczem w przeprawie na Perhentian Islands to i tak luksusowa ekstrawagancja.
Mimo bardzo dobrych ścieżek na tarasach nadmiar wczorajszego deszczu dalej dawał się we znaki a to strumyki płynące po kamiennych schodach a to znowu kolejny zawał, tym razem jednego z poletek ryżowych, niwelujący ok. 3 metry ścieżki.
Tak więc było mokro… w butach, na szczęście również ciepło tak więc strachu jedynie tyci tyci 😉
Kolejny piątek odfajkowany w przepięknej scenerii chociaż dodać należy, że sadzenie ryżu na tych wysokościach zaczyna się od końca maja a zbiory od końca sierpnia i to są najlepsze miesiące na oglądanie tych okolic, my zastaliśmy je jeszcze niezagospodarowane.
Kolejnych atrakcji w rejonie nie było nam dane zobaczyć za sprawą bardzo złej pogody, tak wiec po kolejnym całodniowym deszczowym dniu udajemy się na południe do miejscowości Yangshuo. Austobus z dworca tym razem w centrum miasta kursuje bardzo regularnie, zabierze was tam w 1,5 godziny i kosztuje ok. 15Y.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Chengdu – Prowincja Sichuan – leniwe Pandy, piękne kobiety na tle przedgórza TYBETU

Kolejne z większych (według lokalsów 6 mln mieszkańców) a jednocześnie mało znanych miast Chin, zaskakuje swoją nowoczesną architekturą i jak zwykle przysadziście dużą infrastrukturą drogową.
Chengdu położone jest w płn-wsch części prowincji Sichuan, tuż u podnóża gór rozpoczynających największe pasmo górskie świata Himalajów.
W pogodny dzień (o który niezwykle ciężko podczas naszego pobytu w Chinach) już z miasta można zobaczyć szczyty gór wysokich na ponad 7 tysięcy metrów.
Miasto jest bardzo dobrą bazą zaopatrzeniowo-wypoczynkową przed wyruszeniem w wysokie partie gór oraz do samego Tybetu. Znajdziecie tu kilkadziesiąt ofert biur organizujących wyprawy pociągiem lub samolotem aż do samej stolicy Tybetu, Lhasy.
Dotarliśmy do Chengdu pociągiem z Xian, ważne spostrzeżenie zaraz po wyjściu ze stacji kolejowej – bardzo ciężko zlokalizować wejścia do stacji metra, są dosyć zgrabnie zamaskowane przez lokalne stragany rozpostarte wokół nich i co dziwne otwarte jedynie do godz 22. Metro dowiezie was mimo, że jedynie jedna linia w najważniejsze części miasta.
Samo miasto nie robi szczególnego wrażenia, jednak to co wyróżnia je na tle do tej por odwiedzanych chińskich miast to bardzo dobra organizacja urbanistyczna (brak pekińskiego tłoku) oraz jako taki porządek architektoniczny (brak bałaganu Xian).

Garść faktów:

Baza noclegowa, bardzo dobra, lepszy standard hosteli, spora ilość map miasta i atrakcji, pracownicy mówiący znacznie lepiej po angielsku niż gdzie indziej – wszystko to za tą samą cenę jak do tej pory a nawet taniej. Brak nagminnego, natarczywego „patrzenia” ze strony lokalsów. 😉
Ceny bardzo podobne jak w Xian i Pekinie.
Wyżywienie, to coś co naprawdę wyróżnia całą prowincję Sichuan, kuchnia tu obowiązująca znana jest z „hot&spicy” – to co ja akurat lubię najbardziej 😉
Kung Pao – danie obowiązujące w prawie całych Chinach, tu pod nazwą gangbao jiding- należy spróbować koniecznie oraz przeróżne hot pot dla odważnych – palce lizać lub lepiej nie wspominać.
Transport dosyć dobry i tani – jednak problemy językowe robią swoje i najczęściej pozostaje niezawodna taksówka – przy czym nie ma tu w ogóle targowania się o cenę – obowiązuje taksometr oraz komunistyczny nakaz konkretnej stawki za kilometr dla wszystkich taki sam, zazwyczaj bardzo tanio ale przez to też ciężko je złapać w godzinach szczytu.



Atrakcje miasta:
– People’s Park (tańce, gry i zabawy a po wszystkim tradycyjna herbata)
– Stare miasto
– Wen shu Temple
– Tianfu Square, statua Mao
– Dzielnica tybetańska,

Atrakcje poza miastem:
– Główna atrakcja regionu Pandy. Te zagrożone wyginięciem misie, żyją jeszcze sporadycznie w lasach Sichuan ale najłatwiej podglądać te leniwe zwierzęta w rezerwacie Pand ok. 15km na płn. od miasta. Dostaniecie się tam autobusem 902 – autobus odjeżdża z centrum z ulicy Linjiang Middle Rd tuż po płd. stronie rzeki. Podróż trwa ok. godziny, wstęp do ośrodka 58Y – gdzie zobaczycie nie tylko biało czarne Pandy ale także i inne z ich rodziny, plus dziwne jezioro z czarnymi łabędziami i ogromnymi kolorowymi karpiami.
– Emei Shan, kolejna z osławionych tajemniczych gór w Chinach – tym razem nam się nie udało, będzie jak znalazł na kolejny raz 😉
Innych atrakcji regionu nie udało nam się zobaczyć ze względu na brak zachęcającej pogody a także na ciągle świeże wspomnienie w nogach po tysiącu schodów na HuaShan. Jest tu jednak naprawdę tak wiele miejsc które warto wybrać na kilku dniowe wypady, że musimy odesłać do bardziej profesjonalnych przewodników.

Chengdu definitywnie pozostawi w wielu podróżnikach miłe wspomnienie bardzo przyjaznych ludzi, powiedział bym typowe dla ludzi z gór, mniej męczące wypady na miasto i organizacji dnia zapewnią wam bardzo pomocni pracownicy choćby hosteli (polecamy Traffic Inn).
Co do tytułowych kobiet – o gustach się nie dyskutuje ale jak do tej pory to właśnie tu, moim zdaniem (tylko ciiicho-sza) są najładniejsze, często nawet uśmiechnięte Chinki na pewno a może i Azjatki.
Jest więc kilka powodów dla których warto odwiedzić to mało znane, kolejne wielkie miasto państwa środka. 😉

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Xian – Dawna stolica Chin

Z dworca zachodniego w Pekinie (architektoniczne połączenie ogromnej szklano metalowej konstrukcji przypominającej terminal lotniczy z wieńczącą go murowaną wieżą w starm chińskim stylu) pociągiem nocnym (soft sleeper) udajemy się do dawnej stolicy Chin, Xian (centralne część kraju)
Po 12 godzinnej podróży w mniej komfortowych warunkach niż w pociągu z Szanghaju (telewizory były ale tym razem nie działały) za to ze współpasażerem chrapiącym jak …. (sami sobie dopowiedzcie ;/) dojechaliśmy do celu, niewyspani i zmęczeni. Gdyby nie nasz współpasażer komfort podróży byłby bardziej niż zadowalający. Przypomina się stary polski kawał o obwodzie koła: 2πr, gdzie r-średnica koła a π – jak wiadomo wynosi 3,14 z „hakiem” który to z kolei wlecze się za każdym polskim pociągiem i ….. o tory. W Chinach najwidoczniej promień koła mierzy się inaczej lub przyjmują wartość π bardzo dokładne bez dużych „haków” Pragniemy donieść: „nic tam nie huczy nie stuka ani nie uderza” – jedyny hałas zza okna to ten od prędkości pociągu jak by podróż przez większą część odbywała się w tunelu.

Wracając do tematu, czyli Xian.
Jest to kolejne jakich dziesiątki, ogromne (oficjalnie 4mln) miasto, z za dużą infrastrukturą jak na obecne potrzeby mieszkańców, gdzie teraźniejsza nowoczesność łączy się gorzej lub lepiej ze starym budownictwem i klimatem dawnej stolicy państwa środka.
Centrum miasta położone jest pomiędzy dość dobrze zachowanymi i odrestaurowanymi starymi (bardzo wysokimi) murami miasta (w kształcie prostokątu).
Wysiadając na głównej stacji kolejowej (north station) to właśnie jedna z bram i mury są pierwszym widokiem na miasto, co ułatwia orientację w mieście.
Autobus linii 603 (po drugiej stronie muru) zabierze was przez całe miasto na przeciwległą południową bramę, gdzie znajduje się większość hosteli.
Do tej pory Xian znane mi było jedynie z 2 powodów:
– Terrakota Army, opisywać nie trzeba (wstęp 110Y)
– oraz z olimpiady geograficznej w szkole podstawowej i pytania o „dawną stolicę Chin” 😉
Nasze 3 dni w mieście nie pozwoliły na zbyt wiele, zwłaszcza po mało przespanej nocy w pociągu (dzięki naszemu „śpiochowi”).
Jednak pozwoliły nam odkryć:
– Arabic Quarter (część arabska miasta) bardzo miła atmosfera, uliczne stragany i markety, gdzie po pekińskim bólu głowy i ciągłych okrzykach sprzedawców wręcz fizycznej molestacji, wydały nam się łąką rozkoszy i spokoju. Spróbujcie znaleźć roujiamo – bułka typu pita wypełniona wołowiną z zieloną papryką i przyprawami, palce lizać (koszt 5Y)

– Big Goose Pagoda, zwłaszcza nocny pokaz świateł i fontann (25Y)
– Stare, ogromne budynki miasta oraz mury obronne.
– Największą jak dla nas atrakcją poza miastem jest HuaShan

Położone ok. 100km na zachód góry oraz jedna z 5 świętych gór dla chińczyków HuaShan robi ogromne wrażenie. Dla przybliżenia formy atrakcji oraz wymaganej aktywności sportowo rekreacyjnej w związku z jej zdobywaniem, proponuję zapoznać się z tematem „soldiers path HuaShan”. Oczywiście góra nie tylko dla żołnierzy, można ją zdobyć na 3 sposoby:
1. Ową ścieżką, wisząc często pare setek metrów nad przepaścią (2 godzinny spacer)
2. „Zwykły” spacer z miasteczka o tej samej nazwie. Wstęp do parku (100Y), chyba, że wybierzecie nocne zdobywanie tak jak to robi 90% chińczyków wtedy wstęp darmowy, tylko wymarsz ok. 23:00
Dlaczego pisze „zwykły” spacer (5 dni po, ciągle go odczuwam na kościach) 8km do szczytu pokonywać będziecie w 70% trasy, bardziej i mniej stromymi i niebezpiecznymi schodami.
Ogrom pracy włożonej w ich wykonanie, zabezpieczenia łańcuchowe i inne nie robi już takiego wrażenia na myśl o Wielkim Murze ale ciągle zastanawia oraz potwierdza chińską siermiężną pracowitość.
Tak więc wycieczka na szczyt najpierw płn. (3godziny) i pierwszy możliwy nocleg (od 95Y za łóżko w pokoju), kolejny przystanek West Peak (1,5 godziny) oraz nocleg (po wytargowaniu 80Y za łóżko).
Podziwiany zachód słońca na tej stronie góry coś wspaniałego i jakże miłe uczucie spokoju– wreszcie brak przewodników=„szczekaczek” i morza turystów, by kontynuować „spacer” kolejnego dnia od bardzo wczesnych godzin i po 20 minutowym marszu podziwiać wschód ze najwyższego południowego szczytu 2160m.
Darowaliśmy sobie East Peak, zwyczajnie mieliśmy dosyć gwaru i okrzyków niosących się już z oddali z tysięcy na wpół zaspanych chińskich gardeł z tamtego kierunku. O ile popołudniowe zdobywanie góry wiąże się jak wszędzie w górach z normalną ilością turystów tak poranny natłok tych którzy rozpoczęli wspinaczkę wieczorem jak i tych którzy chcąc być pierwsi (buhahaahah) na górze wzięli poranną kolejkę linową, można jedynie porównać do raz widzianej (na szczęście tylko na zdjęciu) letniej kolejki na Kasprowy Wierch.
Wąskie przejścia i wszędobylskie schody sprawiają, że poruszanie się w godzinach 7-9 rano jest bardzo utrudnione. Jeśli planujecie oglądać wschód słońca lub zachód, nocleg na górze mimo że kosztowny jest naszym zdaniem jedynym sensownym rozwiązaniem.
Zejście do miasteczka od godziny 7:00 do 10:30 chociaż zaplanujcie sobie przynajmniej 2 godziny ekstra, być może na dłuższe przystanki z rozciąganiem, co nam jest potrzebne do tej pory.
3. Najmniej wymagająca forma zdobywania góry: kolejką linową na szczyt północny (60/110Y bilet powrotny)

Garść faktów:

– Nocleg, w Xian znajdziecie o wiele lepszy standard zakwaterowania niż w Pekinie, od 160Y za pokój dwuosobowy z TV/klimatyzacją/WiFi
– Wyżywienie, patrz Pekin
– Komunikacja, autobusy miejskie 1Y za przejazd, metro ciągle w budowie
Autobus do HuaShan odjeżdża spod budynku poczty po prawej stronie dworca kolejowego (60Y bilet powrotny ważny 3 dni) Wysiadacie w miasteczku na ostatnim przystanku skąd odjeżdża także autobus powrotny.
– Noclegi na górze HuaShan, bardzo drogie i bez łazienek (500Y pokój dwuosobowy) – WC jedynie na zewnątrz.
– Wyżywienie na szlaku raczej drogie, warto zabrać kilka dużych butelek z wodą i prowiant. Woda na górze od 10Y za 0,5l

Ogólnie Xian jest o wiele przyjemniejszym miastem niż Pekin. Jest bardziej otwarte na „zachód” – gdzie ludzie nie tylko „patrzą” się na Ciebie ale także zdarza się, że uśmiechają się czasami. Odrestaurowane stare dzielnice w okolicach bramy południowej pozwalają poczuć typowy klimat Chin a zarazem są czyste i bardziej zadbane od podobnych hutongów w stolicy.
Planowanie kolejnych wypadów i etapów podróży jest jednak badal bardzo uciążliwe a brak dobrego zrozumieniaze strony lokalnych mieszkańców wydłuża choćby najoczywistsze sprawy . Przez co na każdym kroku wszędobylskie i przecenione wycieczki typu all inclusive – wydają się często jedyną formą zwiedzania poszczególnych punktów zainteresowań.

Nie poddajemy się jednak i działamy dalej na własną rękę. Odkrycie na dziś transport do Guili, z braku odpowiadającego nam pociągu szukamy samolotu, do zarezerwowania CTRIP pozwoli wam zarezerwować jakikolwiek lot przy użyciu karty debetowej VISA.


Choć w samym Xian nie udało nam się zobaczyć zbyt wiele (zmęczenie związane z planowaniem i spacer schodami zrobiły swoje) to właśnie tu oglądaliśmy np. Saturn, dzięki uprzejmości pewnego lokalsa, który pozwolił nam patrzeć przez monstrualnych rozmiarów teleskop. Zupełnie za darmo robiliśmy u niego za lep na innych turystów, bo oni zamiast w teleskop patrzyli chyba więcej na nas… a może zaczynam mieć już obsesje na tym punkcie 😉 W każdym bądź razie polecamy Xian bardziej niż Pekin to na pewno.

Leave a comment

Filed under Azja-Australia

Great Wall – kaczka po Pekińsku – 1 maja którego nie było… czyli chiński galimatias

Po większości przespanych 11 godzinach w super ekskluzywnym i super szybkim (250km/h)pociągu sypialnianym z własnym TV i wyborem kanałów (większość po chińsku) docieramy do South Station w Pekinie.
Tak jak żegnał nas Szanghai tak i wita Pekin, super monumentalną konstrukcją dworca kolejowego, być może większą nawet gabarytowo od lotniska w Warszawie.
W Pekinie są jeszcze 3 inne dworce kolejowe, równie wielkie a dworzec wschodni nawet większy.
Dworce sa bardzo dobrze skomunikowane z centrum miasta, większość z nich połączona jest siecią metra.
Chociaż to nie metro jest tu najlepszą formą przemieszczania się. Pewnie większość z Was zna piosenkę „Nine million bicycles” V. Amorosi – i choć nie należy brać jej zbyt dosłownie, przynajmniej nie w obecnych czasach silnej ekspansji industrialnej i ekonomicznej całych Chin to rower jest naszym zdaniem nadal najlepszym środkiem transportu w tym mieście. Większość mieszkańców porzucając osławione rowery wybiera właśnie metro, stąd też przewrotnie twierdzimy, że metro nie jest najlepszym środkiem transportu a ROWER właśnie. Pokrótce przybliżając temat.
Kożystanie z metra wiąże się jak najbardziej w tym mieście z wszelkimi niedogodnościami spowodowanymi natłokiem pasażerów, jaki prawie każdy może przeżyć w godzinach szczytu w prawie każdym mieście europejskim. Jednak w Pekinie dochodzą pewne czynniki, których rzadko lub prawie nigdzie na świecie nie doświadczycie. I tak mamy tu:
– komunistyczny wynalazek limitowania wejść/wyjść do metra, najczęściej 3 bramki mimo, że pasażerów 2 razy tyle co w każdym europejskim mieście
– zepsute maszyny sprzedające bilety (najczęściej 1 działająca na 4 w ogóle) i jedno (góra dwa) okienka sprzedaży osobistej biletów, reszta świeci pustką.
-skaner bagażu (dosłownie: jeden na stacje) (dosłownie: każdego bagażu) przed wejściem w bramki biletowe (to już trzecia kolejka, w której będziecie stać)
-gdy już dotrzecie do rundy 4 i zejdziecie na peron, znajdziecie rządki ludzi ustawionych do wyznaczonych drzwi zatrzymań pociągu. Kolejka ta łączy się z kolejną niedogodnością a mianowicie…
– przepychanie się ludzi przy wejściu/wyjściu tak więc forma kolejki zamazuję się tym bardziej im bliżej znajduje się pociąg, by w chwili jego zatrzymania i otwarcia drzwi przedziału masa ludzi blokowała doszczętnie drogę wychodzącym i wpychała się do środka bez ich uprzedniego wypuszczenia (chcąc wyjść musisz być po prostu silniejszy)
Jaki ścisk panuje podczas tego procederu nie trudno sobie wyobrazić. Nikt nie zważa na deptanie po stopach, łokcie pod żebra, popychanie dłońmi pleców sąsiada to normalka. Przy czym nikt nigdy też nie komunikuje słownie, że chce przejść lub wysiąść, od razu przechodzą po prostu do czynu nawet w najmniej wygodnej pozycji idą w ruch dłonie lub nogi.
Raz nawet poszły tak mocno w ruch, że mimo kompletnego ścisku „ktoś”, „komuś” nadepnął pewnie nie tylko na stopę ale i na „EGO”, co skończyło się półtora minutowym sparingiem na środku wagoniku, siniakami i krwią na skroni. Mecz bokserski w metrze, jedna z atrakcji Pekinu i to oglądany z pierwszych rzędów – wątpliwa atrakcja.
Oczywiście kolejki to tylko część niedogodności i to nie tylko metra z którymi trzeba sobie radzić w tym mieście. Ciągłe patrzenie się tubylców (ale takie nachalne patrzenie, typu „co Ty tu …. robisz” lub „co za dziwoląg…”) i to nie raz czy dwa, jesteście obserwowani non-stop, pytanie tylko przez którą parę oczu? ;>
Aha nie myślcie, że sobie ułatwicie kupując bilety na kilka dni czy coś… jesteście w kraju o mentalności 25lat wstecz Polska. Za dobrze by Wam było, bilety tylko do nabycia na danej stacji z której podróżujcie i ważne na ten sam dzień.
Plucie tuż pod wasze stopy, też zdarza się często ale to już raczej na ulicy, żeby nie było że na metro się uparłem.
Są też dobre strony metra, bilet kosztuje 2Y (jak na dziś to ok. 80 groszy) oraz sieć połączeń jest bardzo rozbudowana.
Warto było to przeżyć ale żyć w czymś takim nikomu nie życzę.
Tak więc wybierzcie rower na poruszanie się po tym mieście, trasy rowerowe są tu wszędzie, każda z dróg ma wydzielony pas dla rowerów i skuterów.
Ciekawostka, chińskie skutery oraz rowery na baterie. Te same skutery, które pojawiają się coraz liczniej w Polsce tu przerabiane są na własną rękę bądź produkowane fabrycznie w wersji z akumulatorem zamiast baku paliwa.
Tak więc poruszanie się rowerem (jeśli już opanujecie wydawać by się mogło totalny chaos drogowy) jest najszybszym i najmilszym środkiem transportu. Odległości do pokonania są dość spore ale naprawdę warto. Pekińskie metro naszym zdaniem, wygrywa konkurencję „najbardziej stresujące metro świata”.
Spędzone w Pekinie 6 dni – dzięki super nieuprzejmości pewnej pani na dworcu kolejowym, która na nasze pytanie o pociąg nocny do Xian na 2 maja od razu zaoferowała nam najdroższy a pytając o dzień kolejny i tańszy bilet udzieliła również przeczącej odpowiedzi bez patrzenia nawet na monitor – będziemy wspominać do końca życia i śmiać sie do bólu.
Więc zostaliśmy o kolejne dni dłużej bo już trzeciego dnia bilety były. Typowe zachowanie jak sprzedawczyń w sklepie w kraju „po ile ta bułka?”… „a co nie pisze?”.
Zaś ekstra dni przeznaczyliśmy na dwudniowy wypad na mur.

Po kolei jednak.

Główne atrakcje Pekinu:
-Forbiden City (60Y+40Y przewodnik automatyczny, również po polsku) warto zobaczyć na początku by mieć rozeznanie czy chcecie jeszcze oglądać resztę świątyń za które apropo trzeba zawsze niemało płacić.

– Temple of Heaven (40Y) to bardzo znana świątynia warto ją zobaczyć jak i park dookoła

– Summer Palace,
– White Pagoda w Beihai Parku

– Lama Tample,
– Wielki mur, jedna z głównych atrakcji Chin, naprawdę warto ją zobaczyć.
Ceny za wstęp na mur zależną od miejsca w którym chcecie go zdobyć.
My ze swej strony odradzamy Badaling, szczegóły później.
Każdy hotel i hostel oferuje oczywiście wycieczki na mur, jeśli nie macie ekstra czasu a jedynie chcecie zobaczyć mur można skorzystać z jednej z tych ofert ale musicie wiedzieć, że płacicie w tej chwili ok. 100% wyższą cenę jaką płacą chińscy turyści, zazwyczaj nie jest to mało i jeśli macie być w dzielonej grupie z chińczykami za te pieniądze to lepiej sobie darować w ogóle bo wrócicie tylko z bólem głowy od „szczekaczki” pana przewodnika. Mając ofertę jednodniowego odwiedzenia Huanghuacheng za 400Y bez wyżywienia. Wybraliśmy ten właśnie odcinek muru ale na własną rękę, wydając w sumie za dwie osoby 400Y z noclegiem w wiosce tuż pod murem.
A oto jak to zrobić:
Autobus 919 odjeżdżający ze stacji Dongshimen Bus Station, tuż obok stacji metra o tej same nazwie zabierze was do miasta Huairou na płn. od Pekinu. Kursuje co kilka minut od godziny 7:00 rano, koszt 11Y, czas przejazdu ok. 1.5 godziny.
Następnie z miasteczka możecie wziąć taksówkę („oszuści” już będą tam na was czekać, choć będziecie raczej nielicznymi turystami w autobusie). My zapłaciliśmy 55Y za dwie osoby, chociaż kierowca wziął nas tylko i wyłącznie dlatego, że pochodził z wioski niedaleko muru i miał po prostu po drodze, inni chcieli za ten kurs przynajmniej 100Y. Byliśmy zmęczeni szukaniem „ponoć istnejących” mini busów (według LP) z miasteczka do wioski obok muru, oczywiście wszyscy wkoło „klamią”, że autobusów nie ma. Tak więc po sprawdzaniu osobistym w drodze powrotnej teraz już wiemy i informujemy, że mini busów nie ma są za to normalne autobusy, wyglądające ta samo jak ten co przywiózł was z Pekinu. Jest to linia 936 odjeżdża z centrum miasta ulica Quingchun Rd, kurs kosztuje 12Y i czas przejazdu ok. 1.5 godziny, wysiadacie jak już zobaczycie mur, który ciężko nie zauważyć gdyż ciągnie się na wysokim paśmie górskim na samym jego szczycie. Przystanek znajduje się 200m od samego muru zaraz za mostkiem lub kolejny 100m za murem więc nie ma obawy, że go przegapicie.
Nocleg w raczej ubogiej wiosce HuangHua jest dosyć zróżnicowany, jest kilka przydomowych pokoi do wynajęcia ale standardem odbiegają od europejskiej normy, ceny również jak dla chińskich gości, wyjściowe dla zagranicznego turysty 100Y łatwo można zbić na 50Y za pokój dla dwóch osób bez łazienki i 70Y z łazienką i TV. Gorzej jest z wyżywieniem, lepiej wziąść ze sobą jakiś prowiant z Pekinu (zawsze mogą was uratować zupki instant), chyba że nie straszne Wam wszelkie kulinarne eksperymenty. W samej wiosce jest kilka sklepików czasami tak zakamuflowanych, że ciężko je nawet odnaleźć stojąc naprzeciwko nich. W każdym bądź razie liczcie się z ekstremalną kuchnią lub ratujcie przywiezionymi kanapkami SUB.
Wejście na mur znajduje się tuż obok zapory na rzece. My wybraliśmy bardzo poranne wejście przez co uniknęliśmy opłaty (20Y) i część muru na zachód od zapory (czysto fotograficzne powody wyboru tej pory). Ruszając w jedyna możliwą zachodnią stronę w tym punkcie macie do przejścia ok. 2 km w części odrestaurowanym i zróżnicowanym murem do kolejnego punktu wstępu, gdzie mur całkowicie zmienia swój charakter i jeśli chcecie kontynuować dalszą drogę musicie poruszać się już bardzo zniszczonym i zarośniętym odcinkiem.
Polecamy ten odcinek jak i na wschód ot tamy, mur wygląda bardzo pięknie i majestatycznie, odrestaurowana w części konstrukcja muru i wierz strażniczych robi duże wrażenie wijąc się pomiędzy wysokimi szczytami oraz co ważne odcinek ten jest mniej uczęszczany przez turystów. Przeciwieństwo odcinka w Badeling. Co wiemy również z własnego doświadczenia, mieliśmy bowiem wątpliwą okazję przejeżdżać autobusem również obok tego właśnie odcinka muru. Natłok turystów tam panujący można porównać do tego z pekińskiego metra a cała sceneria nawet w połowie nie jest tak spektakularna jak w HuangHua, sam mur jest w o wiele lepszym stanie, odrestaurowany znakomicie przez co traci klimat starej budowli.
Możecie również udać się na Yanhuang część muru znajdująca się najbliżej Pekinu. Ok. 10km przed Badelingiem na tej samej drodze.
Musicie wziąć autobus nr 919 do Changping od 12Y i godzinę drogi a stamtąd taxi, gdyż jak się okazało na stacji Deshengmen Bus Station Pekinie zatrzymują się wprawdzie autobusy nr 919 ale żaden nie jedzie lub dokładniej pisząc nie zatrzymuje się w Yanhuang, każdy autobus na tej stacji ma numer 919 i każdy jedzie gdzieś indziej. Najlepiej wybrać autobus do Changping lub do Badeling (choć ten akurat z najdłuższą kolejką oczekujących) i stamtąd liczyć na taxi do Yanhuang. Autobus do Badeling mija bezpośrednio tą lokalizację ale nie zatrzymuje się tam (autostrada). Typowe rozwiązania w komunistycznym kraju na które musicie być szczególnie przygotowani w Pekinie.
Czas jednak zakończyć ten rozbudowany punkt atrakcji pekińskich. Mając jednak na uwadze brak jakichkolwiek informacji dostępnych w sieci na temat zwiedzania muru jak i dezinformacje LP mam nadzieję będę usprawiedliwiony i pomogę niektórym bardziej efektywnie zaplanować swój czas oraz zwiedzanie Wielkiego Muru, który naprawdę warto zobaczyć choć nie koniecznie w formie zorganizowanej wycieczki w jednej z chińskich ofert.
– wioska Chuandixia Village, 90km na zachód od Pekinu. Jednodniowa wycieczka do wykonania na własną rękę. Autobus nr 929 (16Y w jedną stronę) z ostatniej stacji metra (Pingguoyuan, linia nr 1). Przystanek autobusowy znajdziecie po prawej stronie od wyjściu z metra ok. 100m – po tej samej stronie ulicy.
Autobus zabierze was do wioski Zhaitangzhen skąd jest ok. 7km drogą X007 do samej wioski w górach, przyjemny spacer powrotny z górki, pod górkę możecie złapać liczne prywatne taksówki (20Y).
Po dwóch godzinach podróży znajdziecie się w zupełnie innej scenerii, z dala od pekińskiego zgiełku. Chociaż sama wioska jest na tyle popularna przy czym bardzo mała, że natłoku turystów uniknąć się nie da – to na okolicznych szczytach na pewno znajdziecie trochę samotności i ciszy.
Wstęp do wioski płatny (35Y), sama wioska jest bardzo urokliwa i emanująca klimatem chińskich filmów karate.

Garść faktów:

– Nocleg w Pekinie raczej drogi, jak na oferowany standard, hostele dosyć blisko centrum miasta (od 160Y), mimo specyficznego klimatu, starego budownictwa nie oferują nic ponadto (kradzież starych upranych skarpet, mówi wiele również o osobach tam pracujących bądź przebywających). Sprawdźcie 365INN (200Y pokój dla dwóch) może droższy ale standard też sporo lepszy od innych w okolicy.
– Wyżywienie, mimo bogactwa kuchni chińskiej nam z trudem przychodziło odnalezienie własnych smaków, które zaspokoiły by nasze kubki smakowe. Najtańsze jadłodajnie w centrach handlowych dla lokalsów serwują dania już od 5-7Y za talerz (najczęściej nie jadalnego „czegoś”) restauracje z kaczkami po pekińsku (od 40Y za pół kaczki). Naszym typem są restauracje w nowych centrach handlowych gdzie poziom obsługi jak i czystości jest zadowalający a ceny od 20Y za talerz najczęściej czegoś co macie możliwość zobaczyć choćby na zdjęciu przed zamówieniem (nikt nie mówi po ang. nawet pismo wszędzie „krzaczki”). Oczywiście zawsze i wszędzie MC/KFC uratuje znanym „smakiem” po nie trafionym wyborze lokalnego jedzenia, zestaw w MC od 23Y.
– Zakupy/markety. Możecie zapomnieć wszelkie inne podpowiadane kierunki i nazwy, udajcie się najpierw do Silk Street (Xiushui Jie, otwarty 9-21) to 5-cio piętrowy dom towarowy a na każdym piętrze co innego od „markowych” ubrań, walizek, galanterii, elektroniki, zegarków, do wszystkiego co nielegalne w świecie zachodu. Jeśli lubicie zakupy to spędzicie tam przynajmniej pół dnia tylko żeby pobieżnie zobaczyć każde piętro.
– Wynajecie roweru na dobę 15Y + 100Y depozyt.
– Bilet kolejowy soft sleeper do Xian 414Y.

Ocena ogólna miasta w skali 1-10 – 2* bo jeden będzie tylko za to że jest a Pekin – JEST DUZY to niech ma dwa.

Naszym zdaniem: jeśli wybieracie się na 2-3 tygodniowe wakacje na pewno powinniście omijać Pekin z daleka. Wszystkie zasady i rozwiązania w mieście przypominają jedynie ewenementy mogące powstać w iście komunistycznych umysłach, stając się na każdym kroku utrapieniem dla zwykłego turysty. Brak alfabetu rozpoznawalnego przez nasz krąg kulturowy a także znikoma znajomość języków obcych przez lokalsów, sprawia że zorganizowanie czegokolwiek na własną rękę staje się wręcz zadaniem na kilka godzin. Pekin nie jest miejscem nastawionym na zagranicznych turystów, brak tu map czy informacji turystycznych. Obsługa hoteli nawet tych typowo nastawionych na turystów zagranicznych mimo, że płacić musimy dwa razy tyle co goście krajowi nie jest w stanie udzielić kompetentnych informacji. Przykładem jakie informacje mam na myśli niech będzie odpowiedź jednego z pracowników hotelu, mówiącego dość dobrze po angielsku, na pytanie „gdzie odbywają się główne obchody pierwszo majowe w mieście?” odpowiedział „nigdy nie słyszałem o czymś takim”. Sami nie wiemy do końca czy to ich typowa ignorancja co do wiadomości (o części muru HuangHua wcześniej pytana recepcjonistka też nigdy nie słyszała) czy najszczersza prawda z tymi obchodami 1-go maja.
Starając się je odnaleźć na własną rękę w całym mieście bez rezultatu – jedynie na placu Tiananmen ponadprzeciętne tłumy oraz duża ilość czerwonych flag tego dnia, nic pozatym. W każdym bądź razie dziwne, że rodowity chińczyk nigdy nie słyszał o żadnych obchodach gdy każdy w Polsce przynajmniej raz w życiu widział krótką migawkę z obchodów w Pekinie w polskiej TV tego dnia. Tak więc pragniemy donieść „żadnych obchodów nie ma” .

Leave a comment

Filed under Azja-Australia